Jako osoba, która znajduje się na pokoleniowej "ziemi niczyjej", tj. pomiędzy "młodym", a "starym", jednocześnie nieubłaganie zmierzając w stronę "starego", z zaintrygowaniem przyglądam się organizowanemu IV Forum młodych bibliotekarzy, które odbędzie się w Krakowie w listopadzie. Już sam tytuł spotkania jest niepoprawny, bowiem zaznacza, że istnieje jakieś "młode", które "starym" nie jest, rychło nie zamierza nim być i się od niego odróżnia. Przymiotami związanymi z "młodym" są aktywność, komunikacja i twórcze myślenie, które to cechy legitymują udział w konferencji i które "mogą być z powodzeniem zastosowane do osób powyżej 35 roku życia". Mimo takiego złagodzenia warunków udziału, specjalne podkreślanie tych właściwości daje do myślenia i ustawia sprawę dość jasno ;-).
Program tego spotkania odzwierciedla młodopokoleniowe branżowe trendy i tu zdumiewający (i jednocześnie budujący ;-) jest zakres problematyki digitalizacji i tworzenia bibliotek cyfrowych. Drugim trendem jest szeroko rozumiana komunikacyjność, czyli kwestie zawodowego i instytucjonalnego wizerunku i komunikacji - a to z kolei pod hasłem "bibliotekarzu przełam się". Do tego "interakcja" twarzą w twarz i cyfrowa. Ciekawe jest to, że są to terytoria bezpieczne, nie obciążone żadnymi kompetencyjnymi roszczeniami "starego", przez "stare" niezawłaszczone i z których "młodego" wywłaszczyć się już nie da.
Może z pozoru nie wygląda to dla "starego" zbyt groźnie, lecz wszystko wskazuje na to, że "młode" zaczyna zyskiwać (samo)świadomość różnicy i niekoniecznie ma ochotę słuchać autorytetów o ogromnym gatunkowym ciężarze, oddając się w ręce równie "młodego", które ma coś do powiedzenia. A to oznacza, miejmy nadzieję, że ukryte motto większości branżowych konferencyjnych spotkań: Zachowanie, a nie poszukiwanie wiedzy. Bo nie ma postępu w historii wiedzy, a jedynie ciągła i wzniosła rekapitulacja - stanie się przynajmniej antymottem Forum młodych (bo na formułę un-conference jest jeszcze pewnie za wcześnie ;-) ).
Dużo gorzej może być z codzienną praktyką, bowiem jak obszernie rzecz charakteryzuje H. Hollender:
"A jeśli nawet młody bibliotekarz sporo umie i emocje w nim grają, zostanie włączony w szkolenie przywarsztatowe, które go przywoła do porządku: ma robić tak, jak poprzednicy. Co nie znaczy, że mu się wytłumaczy, co oni robili i po co; większe biblioteki uwielbiają swoją tradycję, ale jej nie znają. Młody nie dowiaduje się nawet, co ma powiedzieć, kiedy odezwie się telefon, mówi zatem „halo” czy coś w tym guście. Buduje sobie warsztat nie rozumiejąc, czemu ma służyć, bo kierownictwo sroży się na wszelkie uogólnienia i teorie. Jeśli jest kobietą, traktują go jak córeczkę, mówią (jednostronnie) po imieniu i łagodnie tyranizują. Jeśli jest mężczyzną, to więcej mu wolno, jak to w patriarchacie, ale też musi latać do zaciętych drukarek i innych tego typu nieszczęść. Absolwent nie bardzo też ma jak prosić kierownika o wyjaśnienia, ponieważ to nie na nich buduje się w Polsce autorytet, ale na robieniu tajemniczych min. I miny kierownicy robią na potęgę."
Czyżby więc, ujmując rzecz w poetyce strony internetowej Forum młodych, nawiązującej nieco do stylu Witkacego - mistrza i innowatora w zakresie niesalonowego słowotwórstwa - pierdołowaty paternalizm górą!?
Swoją droga marzy mi się taka dziwna konferencja, którą zorganizowałoby razem "młode" i "stare", ale z wyraźnym rozdzieleniem ról. Mianowicie takim, gdzie "stare", które już się w życiu nagadało i napisało, byłoby tylko słuchaczem, a "młode" - mówcą. Tytuł konferencji (roboczy) - "Jak wyobrażamy sobie bibliotekę i bibliotekarstwo, co do których chcielibyśmy, byście je nam po sobie zostawili". Trudno się domyśleć, jakie przyniosłoby to efekty, lecz zweryfikowałoby to obustronne, zbiorowe intencje.
Jednocześnie przytaczając tyleż wyalienowaną, co żartobliwą (chyba - oby ;-)) reakcję p. Stefana Kubowa na fakt organizacji Forum Młodych:
"Chyba trzeba będzie pomyśleć o stworzeniu koła seniorów w SBP. Porozmawialibyśmy sobie sobie pod Wawelem niekoniecznie o autoprezentacji czy skuteczności osobistej, ale jak się nie dać młodym albo np. o tym jak dożyć (w bibliotece) późnej starości w młodym wieku." - chciałbym go uspokoić. Takie "koła jakości" już istnieją i działają całkiem sprawnie ;-). Ale - nie pozostaną w swych troskach same. Bowiem jest to też problem tego "młodego", które czuje się odpowiedzialne za kształt instytucji i ich przyszłości. Tyle, że z jego strony wygląda on trochę inaczej i jest dużo bardziej złożony. Brzmi mianowicie: co zrobić by "stare" mogło godnie dokończyć swoje życie zawodowe bez przeżywania większych technologicznych i organizacyjnych szoków, jednocześnie nie zabierając bibliotek na cywilizacyjną emeryturę - wraz z sobą.
Z każdą sekundą zmierzający ku "staremu" - pozdrawiam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konferencje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konferencje. Pokaż wszystkie posty
17 lipca 2009
27 kwietnia 2007
"Informacja wcale nie chce być wolna i należy do tego, kto ją wytworzył"
To jeden z głosów ułożonej w "dialektyczne zwarcie" konferencji Kultura 2.0 Przemiany kultury i twórczość nowych mediów, która odbyła się tym razem na Uniwersytecie Wrocławskim.
Takie i inne równie prowokacyjne stwierdzenia padły z ust Alexandra Barda, autora "Netokracji" oraz (wziętego i utalentowanego jak sam powiedział) kompozytora muzyki pop, który nie podziela dość powszechnego zachwytu nad internetowym społecznościami i ich kulturowymi wytworami. Bard z wrodzonym cynicznym wdziękiem zdementował i zdemontował mamiącą nieprzygotowane umysły ideologię user generated content, upatrując w całej tej sprawie sprytne działanie wielkich operatorów komunikacyjnych (komórki, internet), którym "społecznościowe" pomysły przynoszą ogromne dochody. Podobnie "społecznościowe" serwisy okazują się być zupełnie komercyjnymi przedsięwzięciami, które dzięki darmowo pozyskanemu content'owi zarabiają grube pieniądze na sieciowym ruchu i reklamach.
Tworzenie wielkich (i tych mniejszych) dzieł wymaga talentu, pasji, czasu i pieniędzy - zatem nie może być podjęte przez sieciowe pospolite ruszenie, którego produkcja ma niewiele wspólnego ze sztuką.

Uniwersytecka Aula Leopolda, fundująca uczestnikom doświadczenie "zanurzenia"w barokowej wirtualnej rzeczywistości i kognitywnej, figuratywnej interakcji, była znakomitą ilustracją wykładu mistycyzującego (skądinąd - "Powłoka kultury" i "Inteligencja otwarta") Derricka de Kerckhove, który analizował przemiany epistemologicznych warunków tworzenia i percepcji kultury.
Zmienia się percepcyjny model ludzkiej świadomości - pod wpływem nowych mediów, szczególnie zaś wirtualnej rzeczywistości – z metafory „teatru” ("potoczna" relacja poznawcza podmiot-przedmiot) do metafory „zanurzenia” w wytworzonej komputerowo "rzeczywistości", gdzie samo doświadczenie zmysłowe (obraz) może być używane jako narzędzie działania. Nowe doświadczenia audiowizualne stymulują kształtowanie pokolenia nazwanego przez autora „ekranolatkami” (screenagers).
Zachodzi też drugie zjawisko - eksterioryzacji, uzewnętrznienia struktur ludzkiego umysłu w rzeczywistość nowych mediów, dzięki elektronicznym, elastycznym narzędziom komputerowym. Sieci komputerowe, przeprowadzane w nich działania (tagowanie, zakładkowanie, linkowanie, wycinanie kopiowanie) oraz wirtualna rzeczywistość są uzewnętrznieniem ludzkich operacji intelektualnych i poznawczych - stąd dość prosta droga do opisu fenomenu "kolektywnej" czy też "otwartej "inteligencji, wzrastającej w środowisku nowych mediów.
Ekran komputera nie jest już zatem dawnym "przedmiotem poznania", ale stanowi "przedłużenie umysłu" - prezentując jego zawartość , ale też kształtując ludzkie praktyki poznawcze.
Zdecydowanie słabszą częścią konferencji były dyskusje o filmie w dobie nowych mediów, które nie przyniosły żadnych istotniejszych konkluzji i które dzięki "być może", "prawdopodobnie", "raczej" oraz "tak i nie" dobrze zapracowały jako wyrazisty intelektualny kontekst dla pozostałych wystąpień. Przynajmniej tyle.
Współautorzy projektu K20 Alek Tarkowski i Mirek Filiciak przedstawili pokonferencyjne tezy raportu grudniowej Kultury 2.0 - zapraszając zainteresowanych do współpracy w zakresie monitorowania nowomedialnych przemian kultury i działań na jej rzecz.
Takie i inne równie prowokacyjne stwierdzenia padły z ust Alexandra Barda, autora "Netokracji" oraz (wziętego i utalentowanego jak sam powiedział) kompozytora muzyki pop, który nie podziela dość powszechnego zachwytu nad internetowym społecznościami i ich kulturowymi wytworami. Bard z wrodzonym cynicznym wdziękiem zdementował i zdemontował mamiącą nieprzygotowane umysły ideologię user generated content, upatrując w całej tej sprawie sprytne działanie wielkich operatorów komunikacyjnych (komórki, internet), którym "społecznościowe" pomysły przynoszą ogromne dochody. Podobnie "społecznościowe" serwisy okazują się być zupełnie komercyjnymi przedsięwzięciami, które dzięki darmowo pozyskanemu content'owi zarabiają grube pieniądze na sieciowym ruchu i reklamach.
Tworzenie wielkich (i tych mniejszych) dzieł wymaga talentu, pasji, czasu i pieniędzy - zatem nie może być podjęte przez sieciowe pospolite ruszenie, którego produkcja ma niewiele wspólnego ze sztuką.

Uniwersytecka Aula Leopolda, fundująca uczestnikom doświadczenie "zanurzenia"w barokowej wirtualnej rzeczywistości i kognitywnej, figuratywnej interakcji, była znakomitą ilustracją wykładu mistycyzującego (skądinąd - "Powłoka kultury" i "Inteligencja otwarta") Derricka de Kerckhove, który analizował przemiany epistemologicznych warunków tworzenia i percepcji kultury.
Zmienia się percepcyjny model ludzkiej świadomości - pod wpływem nowych mediów, szczególnie zaś wirtualnej rzeczywistości – z metafory „teatru” ("potoczna" relacja poznawcza podmiot-przedmiot) do metafory „zanurzenia” w wytworzonej komputerowo "rzeczywistości", gdzie samo doświadczenie zmysłowe (obraz) może być używane jako narzędzie działania. Nowe doświadczenia audiowizualne stymulują kształtowanie pokolenia nazwanego przez autora „ekranolatkami” (screenagers).
Zachodzi też drugie zjawisko - eksterioryzacji, uzewnętrznienia struktur ludzkiego umysłu w rzeczywistość nowych mediów, dzięki elektronicznym, elastycznym narzędziom komputerowym. Sieci komputerowe, przeprowadzane w nich działania (tagowanie, zakładkowanie, linkowanie, wycinanie kopiowanie) oraz wirtualna rzeczywistość są uzewnętrznieniem ludzkich operacji intelektualnych i poznawczych - stąd dość prosta droga do opisu fenomenu "kolektywnej" czy też "otwartej "inteligencji, wzrastającej w środowisku nowych mediów.
Ekran komputera nie jest już zatem dawnym "przedmiotem poznania", ale stanowi "przedłużenie umysłu" - prezentując jego zawartość , ale też kształtując ludzkie praktyki poznawcze.
Zdecydowanie słabszą częścią konferencji były dyskusje o filmie w dobie nowych mediów, które nie przyniosły żadnych istotniejszych konkluzji i które dzięki "być może", "prawdopodobnie", "raczej" oraz "tak i nie" dobrze zapracowały jako wyrazisty intelektualny kontekst dla pozostałych wystąpień. Przynajmniej tyle.
Współautorzy projektu K20 Alek Tarkowski i Mirek Filiciak przedstawili pokonferencyjne tezy raportu grudniowej Kultury 2.0 - zapraszając zainteresowanych do współpracy w zakresie monitorowania nowomedialnych przemian kultury i działań na jej rzecz.
17 kwietnia 2007
II Seminarium Infobroker "Wyszukiwanie i przetwarzanie cyfrowych informacji"
Właśnie wróciłem z jednodniowego seminarium pod powyższym tytułem zorganizowanego przez CPI. Wrażeń sporo i chociaż ciekawie było o tym, że infobroker to taki bibliotekarz, który musi sam na siebie zarobić, było też nawet nieco o "dwazerowości" kultury i bibliotek.
Skończyłoby się jak zazwyczaj dość sprawozdawczo i inwentaryzacyjnie, lecz E. Bendyk z wykładem: Informacja, inteligencja, intuicja, cytujący w dodatku von Clausewitza O wojnie, ustawił sprawy w kontekście tak szerokim i odpowiednio wpółdyscyplinarnym, że prowadzący spotkanie H. Hollender, widząc najpewniej lekkie oszołomienie publiki, sygnalizował prawdopodobne zerwanie strumienia jej (zbiorowej?) świadomości.
Na wykładzie Bendyka odczułem też ogromne przyśpieszenie w zakresie tempa net-wędrówek i poznawania internetowych ciekawostek, bowiem jeszcze wczoraj czytałem o niesamowitej pętli OODA Johna Boyda, a dziś mogłem usłyszeć o tym na Seminarium.
Zabrakło też nieco czasu na dyskusję, która zdawała się nabierać rumieńców pod koniec spotkania. Zatem uczestnicy wyjechali do domów zapewne z mnóstwem niezadanych pytań. Więcej niebawem w blogu Biblioteka 2.0.
Tymczasem trzeba coś tu napisać o tej ekologii bibliotek, bo B. Jaskowska wiercić dziury w brzuchu tak łatwo nie przestanie.
Ale żeby nie myślała, że tylko będzie pytać, a sama niczego nie wyjaśniać, to się myli. Proszę bardzo - małe zadanko do rozpracowania (rozpoznania?): War, Chaos and Business, czyli o tym, dlaczego (także) biblioteki powinny gotować się na wojnę i stać się "zwinnymi" instytucjami.
Skończyłoby się jak zazwyczaj dość sprawozdawczo i inwentaryzacyjnie, lecz E. Bendyk z wykładem: Informacja, inteligencja, intuicja, cytujący w dodatku von Clausewitza O wojnie, ustawił sprawy w kontekście tak szerokim i odpowiednio wpółdyscyplinarnym, że prowadzący spotkanie H. Hollender, widząc najpewniej lekkie oszołomienie publiki, sygnalizował prawdopodobne zerwanie strumienia jej (zbiorowej?) świadomości.
Na wykładzie Bendyka odczułem też ogromne przyśpieszenie w zakresie tempa net-wędrówek i poznawania internetowych ciekawostek, bowiem jeszcze wczoraj czytałem o niesamowitej pętli OODA Johna Boyda, a dziś mogłem usłyszeć o tym na Seminarium.
Zabrakło też nieco czasu na dyskusję, która zdawała się nabierać rumieńców pod koniec spotkania. Zatem uczestnicy wyjechali do domów zapewne z mnóstwem niezadanych pytań. Więcej niebawem w blogu Biblioteka 2.0.
Tymczasem trzeba coś tu napisać o tej ekologii bibliotek, bo B. Jaskowska wiercić dziury w brzuchu tak łatwo nie przestanie.
Ale żeby nie myślała, że tylko będzie pytać, a sama niczego nie wyjaśniać, to się myli. Proszę bardzo - małe zadanko do rozpracowania (rozpoznania?): War, Chaos and Business, czyli o tym, dlaczego (także) biblioteki powinny gotować się na wojnę i stać się "zwinnymi" instytucjami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)