Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteki. Pokaż wszystkie posty

14 stycznia 2011

Jak się wspieramy, cz. 2.

Jednym z elementów ankiety (pierwsza część nt. wsparcia w poprzednim poście) dotyczącej współpracy regionalnych bibliotek cyfrowych z małymi i średnimi instytucjami kultury (MŚiK) były pytania o organizacyjne kwestie takiej współpracy. Regionalne biblioteki cyfrowe, pytane o to, w jaki sposób cyfrowi aspiranci mogą się włączyć do współtworzenia zasobów BC, udzieliły bardzo ciekawych i różnorodnych odpowiedzi, opatrując je niekiedy dodatkowymi komentarzami. Faktyczna organizacja współpracy przybiera najrozmaitsze formy, od dość minimalistycznych po mocniej sformalizowane. Są ona zależne od lokalnych uwarunkowań, wstępnej gotowości (i chęci) niewielkich instytucji do udziału w BC, a także od istniejących tradycji współpracy na innych, branżowych polach. W "organizacyjnej" części ankiety zawarłem pytanie o to, czy i na jakich zasadach regionalne biblioteki cyfrowe decydują się na współpracę z MŚiK. Główny wniosek, podobnie jak w kwestiach współpracy, jest bardzo optymistyczny. Wszystkie regionalne BC, które odpowiedziały na ankietę deklarują gotowość do takiej współpracy, pomimo tego, że niektóre z nich nie oferują możliwości formalnego włączenia do grona współtwórców. W takim wypadku proponują, w celu udostępniania cyfrowych publikacji, swoje usługi. Pewna grupa bibliotek deklaruje możliwość zarówno włączenia formalnego, jak i mniej uregulowanej kooperacji. Poniżej zestawienie odpowiedzi:



Drugą dość istotną kwestią, dotyczącą już warunków wewnętrznej współpracy są zasady wyboru dokumentów do udostępnienia na platformie BC. Także tu można zauważyć rozmaitość przyjętych przez regionalne biblioteki cyfrowe zasad - od formuły "rozproszonej", przyznającej autonomię typowania zbiorów swoim uczestnikom, poprzez "regulowaną" przyjętym programem digitalizacji, po rozwiązania bardziej "centralne", gdzie w celu typowania zbiorów ustanowiono zespoły specjalistów. Plus spektrum rozwiązań mieszanych:



Obserwacja regionalnych bibliotek cyfrowych na polu objętym przez ankietę (którą z pewnością będzie można precyzować - proszę o sugestię) w jakimś czasie może dać pogląd o trendach ich rozwoju i organizacji. Jest to o tyle ciekawe, że są to z gruntu przedsięwzięcia nowe, realizowane oddolnie, kształtujące się niejako "w locie". Pocieszające jest to, że bibliotekarstwo cyfrowe, pomimo krajowej (i także często lokalnej) federacyjnej, nieprzeregulowanej formuły, było w stanie osiągnąć stan gotowości do włączenia do bardziej wymagających przedsięwzięć, jak Europeana, czy inne serwisy agregujące. Z pewnością wielką pomocą była tu technologiczna homogeniczność platform BC (wszystkie z ankiety pracują w oparciu o oprogramowanie dLibra). Niejako w tle zaprogramowała ona pewne rozwiązania i otworzyła możliwości np. zdalnej współpracy, co przy standaryzujących ustaleniach samych bibliotekarzy przyniosło w efekcie całkiem zgrabny model funkcjonowania, z koordynacją tworzenia zasobów cyfrowych.

20 listopada 2010

Jak się wspieramy?

Na początku października przeprowadziłem ankietę wśród blisko 30 polskich regionalnych bibliotek cyfrowych  dotyczącą możliwości współpracy z małymi i średnimi instytucjami kultury (gminnymi, powiatowymi miejskimi). Te ostatnie są w coraz większym stopniu zainteresowane cyfryzacją treści, jednakże ich możliwości organizacyjne, kadrowe i techniczne często nie pozwalają im na sprawne i kompleksowe przeprowadzenie takich projektów. 

Ważną rzeczą jest także publikowanie utworzonych cyfrowych zasobów, bowiem docelowe umieszczanie ich np. w serwisach WWW tych instytucji doprowadzi do ogromnego rozproszenia treści. Tego rodzaju opublikowanie nie zapewniałoby także tzw. interoperacyjności serwisów prezentujących cyfrowe treści, która jest podstawą włączania takich serwisów do krajowych (Federacja Bibliotek Cyfrowych) lub europejskich (Europeana) inicjatyw. (Uwaga: wszystkie BC, które udzieliły odpowiedzi zdeklarowały, że są otwarte na współpracę w zakresie udostępniania zasobów niewielkich instytucji w różnych modelach - szczegóły w następnym poście)

Ankieta zawierała pytania o model potencjalnej współpracy, sposób typowania treści, lecz najciekawszym fragmentem było ustalenie, jakiego rodzaju wsparcia mogą udzielić regionalne biblioteki cyfrowe (RBC) digitalizacyjnym nowicjuszom swojego regionu. Określono następujące obszary wsparcia dla małych i średnich instytucji kultury (MŚIK):
  • udostępnienie dedykowanego mechanizmu komunikacji i wsparcia pomiędzy instytucjami tworzącymi BC (forum/lista dyskusyjna, itp.),
  • przeprowadzenie warsztatowych szkoleń z zakresu digitalizacji,
  • udostępnienie przez RBC sprzętu i oprogramowania do samodzielnej digitalizacji dla MŚIK,
  • digitalizacja dokumentów  dostarczonych przez MŚIK,
  • przetwarzanie skanów dostarczonych przez MŚIK do postaci prezentacyjnej (korekta, kompresja),
  • przeprowadzenie czynności redaktorskich (opracowanie i publikacja) zasobu w RBC,
  • udostępnienie aplikacji redaktora i umożliwienie MŚIK samodzielnego publikowania na platformie RBC,
  • wsparcie w zakresie ustalania praw autorskich do utworów,
  • wspólna (międzyinstytucjonalna) realizacja projektów z funduszy zewnętrznych,
  • digitalizacja przez pracownika instytucji współtworzącej BC i przy pomocy jej sprzętu wybranych zbiorów zabytkowych MŚIK w miejscu ich lokalizacji (dodane przez Podkarpacką BC).

Wyniki okazały się bardzo budujące. Regionalne biblioteki cyfrowe, mimo niewątpliwych własnych problemów z powiększaniem cyfrowego zasobu, oferują szereg możliwości pomocy niewielkim instytucjom. Co więcej, deklarują, że robią to bezpłatnie. Dotyczy to zarówno dużych, tworzonych przez wiele instytucji bibliotek cyfrowych, jak i takich, które prowadzone są przez niewielkie biblioteki miejskie. Zapewne stopień wsparcia i zaangażowanie w świadczenie pomocy  ze strony funkcjonujących BC musi uwzględniać ich własne, często mocno ograniczone możliwości. 

Otwartość i intencja dzielenia się kompetencjami i zasobami będzie sprzyjać rozpowszechnianiu się i realizacji cyfrowych inicjatyw, wzrostowi liczby dostępnych dla publiczności dokumentów oraz wzbogaceniu polskich zasobów cyfrowych o unikalne treści regionalne. 

Żałując nieco, że niektóre z dużych BC z tradycjami nie udzieliły odpowiedzi, zapraszam do zapoznania się z wynikami ankiety wsparcia i komentarzy.

6 grudnia 2009

Z serii "Dobre praktyki" - o obalaniu stereotypów bibliotekarskich

Jednym z większych problemów bibliotekarstwa są żywione na jego temat stereotypy, czyli szeroko rozpowszechnione i ugruntowane wśród publiczności, niesłuszne i krzywdzące (zdaniem bibliotekarzy) poglądy na samą profesję i ludzi, którzy z niej żyją. Szkodliwość tych poglądów jest znaczna, bowiem przypuszcza się, że są one przyczyną i konserwującą otoczką zaniżonego społecznego prestiżu zawodu. Samo myślenie o grupie zawodowej, że jak taka lub owaka, może jej specjalnie nie przeszkadzać, o ile nie powoduje uszczuplania zasobów. Lecz tu mówi się dalej, że stereotypy, ze względu na usługowy i niekomercyjny charakter bibliotekarstwa, są wyjątkowo dolegliwe, szczególnie gdy podzielają je decydenci i organizatorzy instytucji, od których zależy finansowanie. Podzielanie zaś ich przez szerszą publiczność sprawia, że biblioteka może być niezbyt przyjaznym miejscem pracy, w którym panuje niemiłe napięcie między domniemanymi osądami publiczności, a "wiemy, co o nas myślicie" bibliotekarzy.

Ze stereotypami trudno jest walczyć, już to ze względu na specyficzną dynamikę propagacji negatywnych ocen i poglądów (w proporcji do tych dobrych), już to dlatego, że dyskusje, przekonywanie i autystyczne myślenie pozytywne na nic się tu nie zdadzą. Zmiana takich negatywnie wartościujących powszechnych poglądów jest możliwa tylko dzięki równie powszechnemu, długotrwałemu doświadczeniu odbieranemu przez publiczność, która w końcu będzie skłonna sądzić, że bibliotekarz to potrzebny społeczeństwu zawodowiec, którego praca może nie jest efektowna, lecz jest efektywna i którego żmudne czynności nie wykluczają tak obecnie pożądanego myślenia i działania w kategoriach pragmatyki, innowacji oraz poszerzania pola społecznych więzi.

Zatem procedura obalania stereotypów winna być kolektywna, wspólnymi siłami, by raz obalony stereotyp już się nie odrodził, ani też nawet nie próbował pełzać. Po prostu stereotypy na temat profesji należy obalać profesjonalnie.

Procedura
1. Obalanie, poza potrzebą kooperacji, nie jest zadaniem łatwym. Najpierw stereotyp należy namierzyć.

Dwa namierzone stereotypy

2. Kiedy już jakiś wypasiony stereotyp zostanie zlokalizowany, trzeba do obalenia go przygotować, tj. zidentyfikować jako taki. Pomocny jest tutaj "target" (zwany w skrócie "stereotypem") , który zawsze winien mieć lokalną odmianę (stereotypy właśnie takie są) i datę. Ułatwia to inwentaryzację i zapobiega obalaniu stereotypów już raz obalonych.


Target identyfikujący z obalania krakowskiego

Tym bardziej że stereotyp, jako byt mentalny, ma trudno uchwytną, krnąbrną naturę, więc łatwo o pomyłki. Stąd też potrzeba by go wyraźnie:
3. oznaczyć i do pewnego stopnia zmaterializować.

Teraz już się nie wymkną

Technika obalania jest bardzo istotna, bowiem nic nie jest tak demoralizujące, gorszące i nieestetyczne, jak źle obalony stereotyp. Potrafi ubrudzić, ochlapać, zaś pozostawiony nawet w drobinie, trudniejszy jest do obalenia, niż taki duży i wyraźny. Nabiera tu ważności naczelna zasada snajperów i skanerzystów:
4. One shot, one kill.

Nie oznacza to, że trzeba szybko i po łebkach. Sposoby są zróżnicowane - dostosowane do charakteru i wagi stereotypu oraz indywidualnej metody obalającego. Jedni wolą temat załatwić szybko (przechodząc do kolejnych), inni delektują się misterium stopniowo znikającego stereotypu. Najważniejsza jest konsekwencja i jego całkowite zniweczenie.

Obalanie stereotypów, choć niełatwe - jest przyjemne

Powyższa procedura okazuje się wyjątkowo skuteczna, w dodatku uczy odpowiedzialności, konsekwencji, zespołowego działania oraz warsztatowej precyzji. Czyli wszelkich jak najbardziej pożądanych w bibliotekarstwie umiejętności. I stereotypy, szczególnie gdy obalane ścielą się gęsto - nie są tak straszne, jak o nich mówią.

29 listopada 2009

Cyfrowi kopiści w klasztorze, czyli warsztaty bibliotekarstwa cyfrowego w słupskiej MBP oraz otwarcie nowej Społecznej Pracowni Digitalizacji


W dniach od 25 do 27 listopada b.r. mieliśmy z Tomkiem Kalotą (Biblioteka Uniwersytetu Wrocławskiego) zaszczyt i przyjemność podzielenia się wiadomościami o tworzeniu bibliotek cyfrowych z zespołem Bałtyckiej Biblioteki Cyfrowej. Warsztaty zostały zorganizowane i odbywały się w słupskiej MBP (mieszczącej się w byłym przyklasztornym kościele norbertanek) i skupiły twórców BBC także z instytucji ją współtworzących, tj. Archiwum Państwowego w Koszalinie, Archiwum Państwowego w Koszalinie Oddział w Słupsku oraz Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku.

Program trzydniowego spotkania w Słupsku był bardzo bogaty. W dzień pierwszy zasadniczo rozmawialiśmy o sprawach technologicznych i organizacyjnych bibliotek cyfrowych. W czwartek było uroczyście - MBP w Słupsku otworzyła ustanowioną dzięki funduszom MKiDN i słupskiego samorządu - Społeczną Pracownię Digitalizacji. Dzień ostatni, pod koniec nieco smutny, bo trzeba było wyjeżdżać ;-( - był bardziej dialogowy i warsztatowy. Na przykładzie rozwiązań z własnych BC rozmawialiśmy o sprawach ściśle technologicznych, przepływie zasobu cyfrowego w BC i archiwizacji długoterminowej.

Uzupełnieniem części oficjalnych było czwartkowe spotkanie bibliotekarzy cyfrowych, czyli Króliczarnia, w trakcie której gremialnie obalono morze bibliotekarskich stereotypów, powiększając grono polskich bibliotekarzy cyfrowych - ale o tym obrzędzie inicjacyjnym, dostępnym nielicznym ;-) w innym poście.

Warsztaty
W dniu pierwszym Tomek Kalota zajął się kwestiami technologicznymi, tj. monitorowaniem efektywności i jakości procesów digitalizacji, automatyzacją wytwarzania publikacji grupowych (zwłaszcza czasopism) oraz równoległym obiegiem książki i obiektu cyfrowego na poszczególnych etapach digitalizacji.



Tematyka moich wystąpień była "miękka", tj. ustanawianie i organizowanie biblioteki cyfrowej, zespołów bibliotekarzy cyfrowych oraz omówienie zasad współpracy międzyinstytucjonalnej. Uznałem, że takie "wewnątrzspołeczne" kwestie są istotne dla tego typu zamierzeń, a przy zwyczajowej koncentracji wyłącznie na rzemiośle, są zwykle pomijane.



W rewanżu koledzy z BBC zapoznali nas ze swoim niemałym dorobkiem i sposobami rozwoju biblioteki cyfrowej, włącznie ze sprzętowo-kadrową organizacją zlokalizowanej w piwnicach obiektu pracowni digitalizacji, tj. pełnego gorącej wymiany myśli i emocji "Piekiełka".


"Piekiełko", MBP Słupsk - warsztat współczesnego kopisty

Społeczna Pracownia Digitalizacji - już kolejna! ;-)
Uroczystym momentem spotkania było otwarcie (26. listopada) słupskiej SPD, o czym można przeczytać tutaj, a którego dokonała autorka projektu - Danusia Sroka (z prześwietnym zespołem współautorów) oraz dyrektor MBP - Tadeusz Matyjaszek.


Było ono dla mnie szczególnie sympatyczne, bowiem słupscy bibliotekarze skorzystali z doświadczeń Biblioteki Śląskiej, która taką pracownię prowadzi od jakiegoś czasu. Słupska SPD, jak się zorientowałem, będzie (a właściwie jest, bo pracuje już od jakiegoś czasu) bardziej młodzieżowa, niż śląska, opierająca się głównie na wolontariacie seniorów. Oznacza to, że inicjatywa ta jest społecznie skalowalna i może obejmować różne grupy zainteresowanych, a słupscy bibliotekarze znajdują swoje, innowacyjne ścieżki jej rozwoju.

W trakcie spotkania miałem zaszczyt podzielić się doświadczeniami z pracy SPD w Katowicach, pokazując różne kierunki rozwoju, których nie można było przewidzieć w momencie jej tworzenia - a także walory promocyjne przedsięwzięcia, które sprzyjają budowaniu prestiżu i potencjału instytucji prowadzącej. Wskazałem też dwie hipotezy (już dwukrotnie pozytywnie sprawdzone ;-)) leżące u podstaw tego projektu: 1. że najbardziej złożona technologia, by zaistnieć, musi być dla ludzi i tworzyć społeczne dobra oraz 2. że istnieją ogromne pokłady niewykorzystanej społecznej energii, która "leży na ulicy". Jej dostrzeżenie i skonstruowanie profesjonalnego interfejsu dla jej czerpania, stanowi o powodzeniu i innowacyjności takich rozwiązań, jednocześnie przysparzając instytucji wymiernych korzyści.

Otwarcie nowej SPD dokonało się w obecności bibliotekarzy, muzealników i archiwistów ze Słupska, Koszalina i Gdańska, z udziałem władz miasta (które mocno i skutecznie wsparły projekt) oraz słupskich parlamentarzystów RP.

Miłym akcentem było wręczenie przez dyrektora MBP, Pana Tadeusza Matyjaszka "Podziękowania" dla współtwórców projektu, które przypadło także nam:


Zarówno dobrze zorganizowane warsztaty jak i otwarcie pracowni digitalizacji, w rok po utworzeniu biblioteki cyfrowej dowodzą, że słupscy pracownicy instytucji pamięci szybko uczą się trudnej sztuki składania kolejnych cyfrowych puzzli w spójną całość. Swoimi działaniami potrafią też pozyskać zainteresowanie lokalnych i krajowych władz, które wspierają kolejne cyfrowe projekty w zupełnie konkretny sposób. "Hybrydyzacja", czyli wprowadzenie równoległego wątku cyfrowego do działalności tradycyjnej biblioteki

(owemu zjawisku w Słupsku uległ nawet samochód biblioteczny o innowacyjnym napędzie analogowo-cyfrowym)

i innych instytucji zaangażowanych w kolejne projekty, zapewne, jak zawsze, będzie rodzić napięcia, lecz jej sukces zależy od zrozumienia, że jest ona dziś konieczna i nieodwracalna.

Warto też nieco przewrotnie dodać, że słupskim bibliotekarzom jest łatwiej, bo dysponują znakomitym, barwnym zespołem o wielu specjalościach (włącznie z pieczeniem doskonałych ciast i pizzy o niezwykle zaskakującej nazwie, znanej tylko wtajemniczonym). Ich zaangażowanie, inwencja i zdolność do uczynienia z biblioteki społecznego "węzła komunikacyjnego", może realizować się w przestrzeni utworzonej przez szefa, który potrafi instytucjonalizować wypracowywane pomysły i dobre praktyki - bez szkody dla świeżości i dynamiki zespołu - migrując instytucję w rytm zmiany czasów.

Krótko mówiąc - Słupsk to dobre miejsce dla bibliotekarzy cyfrowych ;).

PS. Wszystkie fotki poza zrzutami autorstwa Sławka Żabickiego (BBC)

17 lipca 2009

O czym myślą bibliotekarskie "zagadkowe dzieci"?

Jako osoba, która znajduje się na pokoleniowej "ziemi niczyjej", tj. pomiędzy "młodym", a "starym", jednocześnie nieubłaganie zmierzając w stronę "starego", z zaintrygowaniem przyglądam się organizowanemu IV Forum młodych bibliotekarzy, które odbędzie się w Krakowie w listopadzie. Już sam tytuł spotkania jest niepoprawny, bowiem zaznacza, że istnieje jakieś "młode", które "starym" nie jest, rychło nie zamierza nim być i się od niego odróżnia. Przymiotami związanymi z "młodym" są aktywność, komunikacja i twórcze myślenie, które to cechy legitymują udział w konferencji i które "mogą być z powodzeniem zastosowane do osób powyżej 35 roku życia". Mimo takiego złagodzenia warunków udziału, specjalne podkreślanie tych właściwości daje do myślenia i ustawia sprawę dość jasno ;-).

Program tego spotkania odzwierciedla młodopokoleniowe branżowe trendy i tu zdumiewający (i jednocześnie budujący ;-) jest zakres problematyki digitalizacji i tworzenia bibliotek cyfrowych. Drugim trendem jest szeroko rozumiana komunikacyjność, czyli kwestie zawodowego i instytucjonalnego wizerunku i komunikacji - a to z kolei pod hasłem "bibliotekarzu przełam się". Do tego "interakcja" twarzą w twarz i cyfrowa. Ciekawe jest to, że są to terytoria bezpieczne, nie obciążone żadnymi kompetencyjnymi roszczeniami "starego", przez "stare" niezawłaszczone i z których "młodego" wywłaszczyć się już nie da.

Może z pozoru nie wygląda to dla "starego" zbyt groźnie, lecz wszystko wskazuje na to, że "młode" zaczyna zyskiwać (samo)świadomość różnicy i niekoniecznie ma ochotę słuchać autorytetów o ogromnym gatunkowym ciężarze, oddając się w ręce równie "młodego", które ma coś do powiedzenia. A to oznacza, miejmy nadzieję, że ukryte motto większości branżowych konferencyjnych spotkań: Zachowanie, a nie poszukiwanie wiedzy. Bo nie ma postępu w historii wiedzy, a jedynie ciągła i wzniosła rekapitulacja - stanie się przynajmniej antymottem Forum młodych (bo na formułę un-conference jest jeszcze pewnie za wcześnie ;-) ).

Dużo gorzej może być z codzienną praktyką, bowiem jak obszernie rzecz charakteryzuje H. Hollender:
"A jeśli nawet młody bibliotekarz sporo umie i emocje w nim grają, zostanie włączony w szkolenie przywarsztatowe, które go przywoła do porządku: ma robić tak, jak poprzednicy. Co nie znaczy, że mu się wytłumaczy, co oni robili i po co; większe biblioteki uwielbiają swoją tradycję, ale jej nie znają. Młody nie dowiaduje się nawet, co ma powiedzieć, kiedy odezwie się telefon, mówi zatem „halo” czy coś w tym guście. Buduje sobie warsztat nie rozumiejąc, czemu ma służyć, bo kierownictwo sroży się na wszelkie uogólnienia i teorie. Jeśli jest kobietą, traktują go jak córeczkę, mówią (jednostronnie) po imieniu i łagodnie tyranizują. Jeśli jest mężczyzną, to więcej mu wolno, jak to w patriarchacie, ale też musi latać do zaciętych drukarek i innych tego typu nieszczęść. Absolwent nie bardzo też ma jak prosić kierownika o wyjaśnienia, ponieważ to nie na nich buduje się w Polsce autorytet, ale na robieniu tajemniczych min. I miny kierownicy robią na potęgę."

Czyżby więc, ujmując rzecz w poetyce strony internetowej Forum młodych, nawiązującej nieco do stylu Witkacego - mistrza i innowatora w zakresie niesalonowego słowotwórstwa - pierdołowaty paternalizm górą!?

Swoją droga marzy mi się taka dziwna konferencja, którą zorganizowałoby razem "młode" i "stare", ale z wyraźnym rozdzieleniem ról. Mianowicie takim, gdzie "stare", które już się w życiu nagadało i napisało, byłoby tylko słuchaczem, a "młode" - mówcą. Tytuł konferencji (roboczy) - "Jak wyobrażamy sobie bibliotekę i bibliotekarstwo, co do których chcielibyśmy, byście je nam po sobie zostawili". Trudno się domyśleć, jakie przyniosłoby to efekty, lecz zweryfikowałoby to obustronne, zbiorowe intencje.

Jednocześnie przytaczając tyleż wyalienowaną, co żartobliwą (chyba - oby ;-)) reakcję p. Stefana Kubowa na fakt organizacji Forum Młodych:
"Chyba trzeba będzie pomyśleć o stworzeniu koła seniorów w SBP. Porozmawialibyśmy sobie sobie pod Wawelem niekoniecznie o autoprezentacji czy skuteczności osobistej, ale jak się nie dać młodym albo np. o tym jak dożyć (w bibliotece) późnej starości w młodym wieku." - chciałbym go uspokoić. Takie "koła jakości" już istnieją i działają całkiem sprawnie ;-). Ale - nie pozostaną w swych troskach same. Bowiem jest to też problem tego "młodego", które czuje się odpowiedzialne za kształt instytucji i ich przyszłości. Tyle, że z jego strony wygląda on trochę inaczej i jest dużo bardziej złożony. Brzmi mianowicie: co zrobić by "stare" mogło godnie dokończyć swoje życie zawodowe bez przeżywania większych technologicznych i organizacyjnych szoków, jednocześnie nie zabierając bibliotek na cywilizacyjną emeryturę - wraz z sobą.

Z każdą sekundą zmierzający ku "staremu" - pozdrawiam.

24 października 2008

Biblioteka cyfrowa jako klaster społecznego zaufania

Polski system bibliotek cyfrowych rozrasta się z wielkim impetem. W systemie są już 24 biblioteki cyfrowe, słychać już doniesienia o następnych. Niebawem spełnią się ironiczne, ale jakże prorocze słowa Henryka Hollendra, że dLibra, oprogramowanie używane do tworzenia systemu BC, niedługo będzie instalowane prawie w każdym przedszkolu. Biorąc pod uwagę to, że "wychowanie" bibliotekarza cyfrowego, jak na dziś niewspierane przez formalną edukację jest trudne, chyba niczego lepszego nie moglibyśmy sobie życzyć, jak przedszkolaków skanujących własne dzieła i przedszkolanki wdrażające maluchy w publikowanie w BC. Ale to na marginesie i w ramach dalszych działań. ;-)

Jakie nowe szanse daje praca nad zasobem biblioteki cyfrowej? O kwestie stricte branżowe nie ma się co martwić (zbieranie, udostępnianie, etc.), bo z tymi bibliotekarze jakoś sobie poradzą. Podobnie kable i komputery będą coraz lepsze, większej przepustowości i mocy. Niebawem digitalizacja przyśpieszy, bo pojawiają się coraz lepsze aparaty cyfrowe, co umożliwi każdemu (przedszkolu?) digitalizację dzieł nawet sporych formatów, bez inwestowania w kosmicznie drogie skanery kolumnowe. Technologia i jej ogólnoświatowy rozwój jest po stronie bibliotek cyfrowych. Ale w sumie to tylko narzędzia - więc o co ten szum?

Tworzenie bibliotek cyfrowych przynosi szereg nowych i emocjonujących momentów, które bez mała zawsze są nacechowane pionierskim duchem. Tradycyjne serwowanie napływającego zasobu, zastępowane jest w BC udostępnieniem aktywnie wyszukanych treści, działanie instytucjonalne, współdziałaniem przełamującym granice między ludźmi i instytucjami.

Komunikowanie treści za pomocą BC, która jako wspólna platforma może pomieścić (i znieść) wiele cyfrowych obiektów nie tylko obrazujących piśmiennictwo, lecz także muzykę, filmy, obiekty 3D - znacznie rozszerza spektrum treści do pozyskania. Tym samym poszerza zakres potencjalnych partnerów w tworzeniu BC, którymi nie muszą być tylko biblioteki, czy inne instytucje pamięci. W poszukiwaniu treści do publikacji w BC jedynym ograniczeniem staje się ... nasza wyobraźnia. Skażenie dolegliwą świadomością rygorów prawa autorskiego, o których zawsze trzeba pamiętać w przypadku zasobu współczesnego, jakoś przysłania wielkie morze treści powstających i pozostających poza głównym obiegiem wydawniczym oraz tych, do autorów których można łatwo dotrzeć i uzyskać zgodę na publikację. Rodzinne albumy i pamiątki, kroniki instytucji, twórczość ambitnych amatorów, wydawnictwa promocyjne (które zawsze rozchodzą się za szybko) i własne ... Wszystko to co znakomicie, na "najniższym poziomie" dokumentuje życie konkretnych ludzi, wsi, miasta regionu i przemija z wiatrem omijając papierowe biblioteki. I jeszcze to, że do zwykłej biblioteki trzeba oddać oryginał - tu biblioteka cyfrowa jest łaskawsza - serwuje wyłącznie jego cyfrową replikę, po czym może on wrócić do właściciela.

Planując taki pokrój zasobu trzeba pokonać jedną obawę - przed "spłaszczeniem" jego wartości - istotnie w takiej bibliotece cyfrowej obok dzieł ważnych i uznanych znajdą się nieprofesjonalne, amatorskie, jednakże "zysk" wydaje się większy. Polega on na ważnym społecznym "osadzeniu" takiej biblioteki, gdyż wielu zostawia tam coś swojego. A biblioteka (nawet opatrzona przymiotnikiem "cyfrowa") nosi w sobie cechę ponadczasowości. Obiecuje dobrą opiekę na zasobami, ich trwałość i wiarygodność i ponadto pokazuje je na całym świecie. Jest też miejscem nobilitującym dla autorów i ich dzieł. Chyba tylko tym da się wytłumaczyć zastanawiające zjawisko przekazywania do biblioteki cyfrowej własnych publikacji przez autorów, którzy mają możliwość i publikują we własnych serwisach internetowych. Inaczej - biblioteka i bibliotekarze to miejsce i ludzie, którym się ufa. Dobrze byłoby tego nie zepsuć.

Otwarcie biblioteki na różnorakie treści włącznie z niszowymi sprawia, że staje się ona (w końcu) prawdziwą komunikacją. Przestaje być "read only", a staje się "read and wirte". No i przyprawia jej bardzo długi ogon wirtualnego i realnego zainteresowania, któremu niegroźne będą wielkie digitalne programy komercyjnych gigantów.

16 czerwca 2007

Ekologii bibliotek cz. 5 - Biblioteka industrialna - Organizacja

Dominującą formą organizacji wewnętrznej biblioteki industrialnej jest organizacja hierarchiczna. Zapewnia ona niezbędną realizacje celów organizacji, porządkuje wewnętrzny obieg informacji oraz jasno określa obowiązki poszczególnych jej pracowników, wyznaczając im określone role w jej ramach.
U podstaw hierarchicznej organizacji instytucji leży kilka założeń, które determinują jej specyficzny charakter. Zgodnie z nimi:
1. Przyjmuje się domyślnie, że organizacja, jako złożona z wielu jednostek całość, zmierza w naturalny sposób ku rozpadowi. Zapobiega temu jej jasno określony cel działania, ścisła specyfikacja czynności pracowników w ramach ich stanowisk oraz ciągły nadzór przełożonych nad ich działaniami - popierany systemem nagród i kar.
2. Zakłada się, że poszczególne jednostki nie są zdolne do samodzielnego rozpoznania czynności (oraz sposobu ich wykonywania) zmierzających do realizacji celu organizacji. "Mądrość" organizacji hierarchicznej zawarta jest w jej systemie regulacyjnym, na który składają się jawnie wyspecyfikowane reguły działania wewnątrz organizacji i zasady zależności między jej elementami.
3. W przypadku większych instytucji konieczna jest specjalizacja , którą należy wkomponować w całość ich działań.
4. Dominującym sposobem wykonywania pracy w jej ramach jest etat, czyli posada na stanowisku określonym w planie etatów organizacji. Głównym dokumentem regulującym sposób wykonywania pracy jest "zakres czynności, obowiązków i odpowiedzialności", który wyznacza czynności przewidziane do wykonania oraz te, których należy zaniechać.
5. Najbardziej efektywnym i wymaganym sposobem komunikacji jest ten przeprowadzany w kierunku wertykalnym (góra-dół). Wymaga tego ulokowanie ośrodka decyzyjnego u szczytu jej struktury oraz wykonawczy charakter czynności pracowników. W przypadku większych organizacji komunikacja przechodzi przez szereg szczebli pośrednich.
6. Niezbędnym elementem kultury organizacyjnej hierarchii jest dbałość o dyscyplinę - zapobiega ona odśrodkowym tendencjom indywidualnym pracowników, negatywnie motywuje do pracy, w ostateczności zaś eliminuje z organizacji jednostki niezdolne do funkcjonowania w jej ramach.

Struktury hierarchiczne właściwe kulturze przemysłowej sprawnie funkcjonują w środowisku statycznym i przewidywalnym, które oczekuje zestandaryzowanych efektów ich działania. Statyczność celów, za którą idzie odpowiedni sposób ich realizacji, odpowiada cechom struktury hierarchicznej, która usztywniona jest wyżej wspomnianymi trudno modyfikowalnymi specyfikacjami regulaminów i zakresów czynności.
Same struktury hierarchiczne, podatne są niezależnie od ich środowiska działania na szereg "błędów i wypaczeń" w swoim funkcjonowaniu:
1. Ograniczenie decyzyjności do wąskiego grona (jednostki) zarządzających, przy jednoczesnej istotnej dla struktur hierarchicznych reglamentacji uprawnień podwładnych zmniejsza zakres dostępnych przesłanek-podstaw decyzyjnych.
2. Często funkcjonuje w nich nieuprawniony pogląd o tożsamości decyzyjności i kompetencji. Jego efektem jest zarówno przekonanie zarządzających, że prawo do podejmowania decyzji gwarantuje ich sensowność oraz przekonanie podwładnych, że zarządzający winni wykazywać kompetencje w każdym obszarze podległym ich decyzji.
3. Są one wrażliwe na zakłócenia wewnętrznej komunikacji, bowiem jej jednotorowość umożliwia manipulację istotnymi informacjami zarówno przez zarządzających, podwładnych oraz kierownicze pośrednictwo. Taki charakter komunikacji wytwarza szereg powolnych "wąskich gardeł" obiegu informacyjnego i może mieć ogromny wpływ na decyzję w sytuacji, gdy jakiś "pośrednik" ma większy dostęp do zarządzających i wpływ na nich.
4. Wbrew oparciu organizacji hierarchicznej na zasadzie "polecaj i kontroluj" w istocie zarządzający mają ograniczony wpływ na sposób wykonywania czynności przez "dół" organizacji, bowiem dokładana kontrola wszystkich czynności w nawet średniej wielkości organizacji przekracza możliwości czasowe oraz kompetencje zarządzających.
5. Różnorodność umiejętności i motywacji pracowników hierarchicznej organizacji industrialnej sprowadzana jest do zakontraktowanych i motywowanych finansowo czynności wymaganych na danym stanowisku. Ewentualne umiejętności, które posiada pracownik, a które nie są wymagane przez pracodawcę, nie są przezeń wykorzystywane. Z jednej strony ich wykonywanie przez pracownika w trakcie pracy może być uznane za naruszenie dyscypliny, z drugiej, próba ich wymagania od pracownika przez zarządzających jest traktowana jako nadużycie z ich strony.

Biblioteki industrialne zachowują wyżej opisany sposób organizacji wewnętrznej. Jest on konserwowany przez prawną legitymację określającą cel instytucji i sposoby jego realizacji, ponadto sposób angażowania i prawne ramy zatrudnienia (stały etat) znacznie utrudniają ewentualne modyfikacje struktury. Wertykalny kierunek komunikacji preferuje centralistyczny sposób zarządzania instytucją, przy jednoczesnym osłabieniu komunikacji poziomej pomiędzy pracownikami i ich zespołami. Znaczna część energii zarządzania instytucją poświęcana jest na utrzymanie systemu kontroli czynności w ramach instytucji, usuwania ewentualnych konfliktów wśród pracowników oraz wymuszeniu współdziałania pomiędzy ich zespołami (powoływanie szeregu komisji wewnętrznych). Racjonalnym działaniem zarządców instytucji z punktu widzenia jej ekonomiki jest rekrutacja pracowników posiadających predyspozycje obniżające koszty utrzymania struktury w całości i rzetelne wykonywanie czynności przewidziane zakresami obowiązków.

12 maja 2007

Ekologii bibliotek cz. 4 - o massmedialnym "skrzywieniu" bibliotek industrialnych

W trakcie lektury tekstu prof. J. Wojciechowskiego z niedawnego Biuletynu EBIB zastanowił mnie użyty przezeń termin "darmowe internetowe barachło". Owszem, pisał o ogólnym nieoczytaniu i marnej dokumentacji powstających prac, ale skąd zaraz taki surowy osąd tego co można znaleźć w internecie? Szczególnie zastanawiające jest to "darmowe", bo inspiruje do przemyśleń z dziedziny autoryzacji i uznawania informacji za wartościową. Otóż ciekawe jest założenie, że coś, co jest darmowe - jest nic nie warte. No i znajduje się to w internecie. W sumie dokładnie nie wiadomo czy "barachło" jest godne tego epitetu z powodu "darmowości", czy też "internetowości". Biorąc rzecz negatywnie - prawdopodobnie wartościowe jest to, co nie jest elektroniczne, czyli ulotne, zamieszczone w "informacyjnym śmietniku" internetu, lecz jest solidnie wydrukowane, uprzednio rzetelnie sprawdzone, zrecenzowane i utrwalone na wieczną rzeczy pamiątkę. No i za co trzeba zapłacić, bo wiadomo, że dobre kosztuje. Kiedyś słyszałem także opinię jednej ze wschodzących gwiazd polskiego bibliotekarstwa "Taka Wikipedia to w głowie mi się nie mieści. Dlaczego ludzie to robią?".
Ciekawa jest ta masowa niechęć do tekstu internetowego, nieufność wobec motywów internetowych autorów i producentów i zarazem fetyszyzacja tradycyjnego sposobu wytwarzania treści.

A czyż nie jest tak, że kwestia postrzegania i oceny wartości treści kulturowych w cywilizacji przemysłowej jest silnie związana ze sposobem, w jaki są one wytwarzane? Tradycyjnie autoryzacja i uwiarygadnianie tych treści, uznawanie ich za wartościowe (np. ze względów estetycznych) dokonywane jest bowiem przez wąskie grono specjalistów i znawców przedmiotu, którzy recenzując treści mają zapewnić ich wysoką jakość. Uzyskanie ich aprobaty jest warunkiem zaistnienia w obiegu kulturowym, bowiem pozytywna recenzja otwiera drogę do publikacji (wykonania, nadania) za pomocą środków przekazu.

Model wytwarzania masowych treści kulturowych z udziałem gatekeeper'ów działa dość sprawnie, lecz ma kilka cech, które stają się bardziej wyraźne w kontekście zaistnienia wytworów internetowych społeczności, takich jak wolne oprogramowanie, Wikipedia, tematyczne fora internetowe serwujące wsparcie ich uczestnikom - czyli tego wszystkiego co można nazwać pozarynkową produkcją informacji. (Termin ten używany przez Y. Benklera w jego The Wealth of Networks doskonale charakteryzuje to, co przynoszą prawa nowej sieciowej ekonomii).

W industrialnym modelu kultury:
1. Istotnie jest tak, że o tym co widzi, słucha i czyta wielu - decyduje niewielu (nikły promil w stosunku do odbiorców).
2. Kulturowe treści są propagowane w sposób bardzo stratny, bowiem nie wszystkie z nich uznane są za warte zaistnienia w obiegu, a te odrzucone pozostają w kręgu prywatności lub niewielkich społeczności.
3. Treści są pozyskiwane w sposób bardzo selektywny, bowiem uznaje się, że mogą to robić jedynie przygotowani nieliczni zawodowcy.
4. Wytwarzanie i nadawanie treści uwarunkowane jest utworzeniem "nadajnika" (wydawnictwa, stacji TV) , wymagającego zaangażowania sporego kapitału, propagującego treści jednokierunkowo za pomocą tanich "końcówek" (odbiorniki TV, książki) - co stwarza sytuację dużej asymetrii komunikacyjnej (brak równoprawnej informacyjnej pętli zwrotnej)
5. Wytwarzane i transmitowane masowo treści są łatwe do kontroli i podatne na manipulację za pomocą nacisków politycznych, ekonomicznych, itp. na właścicieli "nadajników".
6. Ponieważ kulturowe treści tworzone są w przewadze ze względów rynkowych, te dla których wzgląd rynkowy jest najważniejszy, muszą brać pod uwagę konieczność wytworzenia potrzeby na dane dobro. Skutkuje to specyficznym równaniem walorów treści do jak najszerszego "wspólnego mianownika", tożsamego z oczekiwaniem nabycia (obejrzenia, przeczytania) przez jak największą liczbę klientów. Treści trudne, ambitne, niezrozumiałe dla szerszego grona nabywców z powodu innowacyjności i nowatorstwa, a także te niesprawdzone wcześniej przez rynek (debiuty) mają dużo mniejszą szansę na zaistnienie w szerszym obiegu - ze względu na duże ryzyko rynkowe producenta.
7. Kultura opiera się na modelu lansowania nielicznych "gwiazd" medialnych, których produkcje można eksploatować z dużo mniejszym ryzykiem rynkowym, niż twórców nieznanych. Wypromowanie "gwiazdy" jest dość kosztowne, co przekłada się na ilość tego rodzaju twórców znanych ogółowi. Niektórzy badacze proces ten nazywają "ikonizacją" kultury. Skutkuje to potocznym przekonaniem, że źródłem treści kulturowych godnych uwagi jest stosunkowo nieliczne grono twórców.

Biblioteki industrialne wyraźnie dziedziczą te cywilizacyjne uwarunkowania w zakresie formowania swojego zasobu, oceny jego treści i sposobu autoryzacji w zakresie własnej "wartości dodanej" (uporządkowanie, opracowanie). Zasób biblioteki industrialnej ograniczony jest do tzw. oferty wydawniczej i nie uwzględnia dużej ilości treści powstałej poza obiegiem rynkowym. Dodatkowo biblioteka nie jest w stanie zgromadzić ani wszystkich, ani interesujących, ani też pożądanych przez czytelników zbiorów - ze względów finansowych i fizycznych (magazyny!). Formuje zatem swój zasób w sposób bardzo stratny i selektywny wyłącznie w oparciu o propozycję wydawnictw (rynkowych). Ekonomiczna gra rynkowa nie pozostaje więc bez znaczenia dla zasobu bibliotek, także pod względem oceny jego wartości przez bibliotekarzy, którzy pragną pozostawać w kręgu "kultury wysokiej".

Ponieważ zasób biblioteki industrialnej jest odzwierciedleniem produkcji wydawniczej, może być on także - co widać szczególnie po pokroju zbiorów pozyskanych w okresie kontrolującego wydawców państwa totalitarnego - silnie zideologizowany. Paradoksalnie jednak okres państwa opiekuńczego (niekiedy nostalgicznie wspominany), które "zawieszało" prawa ekonomii, odwlekając jedynie (jak się okazało) ich działanie, był z punktu widzenia funkcjonowania bibliotek industrialnych okresem "lepszym". Bowiem brak normalnego rynku pozwalał na tanie nabywanie nakładów idących w dziesiątki tysięcy, których treści nie były tak mocno jak obecnie selekcjonowane ekonomicznie - chociaż były one poddane cenzurze.

7 maja 2007

Ekologii bibliotek cz. 2 - Biblioteka industrialna - Technologia

Jeśli przez bibliotekę będziemy rozumieć system komunikacji kulturowej oparty na tekstach, to biblioteki industrialne realizują swoje działania w znakomitej większości wypadków przy pomocy tekstu w formie wytworzonego maszynowo papierowego kodeksu. Taka postać przechowywania i prezentacji tekstu nie jest bynajmniej neutralna dla niego samego, dla kulturowych treści, które niesie - i dla procesującej go instytucji.

Forma ta mianowicie ma przemożny wpływ na to, co może z tekstem zrobić użytkownik, w jaki sposób na jego podstawie może tekst poznawać i wytwarzać nowe treści oraz w jaki sposób musi "obsługiwać" go taki system komunikacyjny jak biblioteka. Cechy maszynowo wytworzonego kodeksu są dobrze widoczne np. w zestawieniu z rękopisem średniowiecznym, który jako egzemplarz zawsze był unikatowy, nawet jeśli zawierał ten sam tekst.

Papierowa książka stanowi zespolenie tekstu i trwałego nośnika. Ma to takie zalety jak ciągła gotowość iłatwość jej użycia oraz stosunkowo wysoka trwałość. Powiązanie tekstu z nośnikiem jednakże utrudnia lub uniemożliwia pewne operacje na tekście - kopiowanie, porównywanie, przeszukiwanie, etc. Operacje te są możliwe po zatrudnieniu użytkownika, który musi dokonywać ich samodzielnie. Utrudniona jest także prezentacja wzajemnych relacji między tekstami, bowiem wynik porównania i powiązania przedstawiony jest również w formie kodeksu posiadającego te same cechy.

Aparat biblioteki industrialnej przystosowany jest do obsługi i przepływu nośników tekstów, co ma odzwierciedlenie w organizacji biblioteki w postaci systemu transportu, magazynowania, udostępniania, które to systemy, ze względu na wykładniczy wzrost zasobów bibliotek są przez nie automatyzowane.
Dodatkowym zadaniem technologicznym biblioteki industrialnej, realizującej kulturową misję zachowania tekstów jest ochrona i konserwacja nośnika w celu zachowania jego integralności. Sposoby zachowania są adekwatne do technologii wytworzenia nośnika.

Technologia i sposób wytwarzania nośnika ma w pływ na sposób dystrybucji jego komunikatu i rzutuje na jego (nikły) komunikacyjny zasięg. Określa ona jednocześnie lokalny komunikacyjny zasięg całej biblioteki.
Ważną cechą papierowego kodeksu jest jego massmedialna charakterystyka komunikacyjna, która sprawia, że biblioteka industrialna jest - z punktu widzenia tejże charakterystyki - jednokierunkowym massmedialnym "przekaźnikiem" tekstów.

Ta cecha jest bardzo istotna dla pokroju kulturowych treści, przekazywanych przez bibliotekę, bowiem są one, w przypadku mediów masowych, formowane w specyficznie uwarunkowany "stratny" i selektywny sposób.

24 kwietnia 2007

Ekologii bibliotek cz. I - Jak zobaczyć różnicę? Biblioteka - hybryda, czyli biblioteka cyfrowo-sieciowa i ... ?

No właśnie w jakim kontekście mówi się o "hybrydyzacji" bibliotek - czyli o ich swoistym rozdwojeniu i przynależności do dwóch sfer? Biblioteka cyfrowa (BC), działająca w dodatku w sieci internetowej - to rzecz dość nietrudna do opisu. Stosowanie cyfrowych technologii, ich skutki, ulubione przez bibliotekarzy, pedagogów i psychologów "zagrożenia!!!" jakie niosą, są w dzisiejszym czasie dość wyraźnie widoczne, bo w wielu miejscach nas uwierają, zaskakują, a tempo przemian które narzucają sprawia, że (przynajmniej ja ;-)) starzejemy się szybciej.
Jednakże zelektronizowana, ucyfrowiona biblioteka to jeden z członów hybrydy - a drugi to ... no właśnie - co? Biblioteka tradycyjna? Analogowa? Klasyczna? Jak to określić?

Proponuję - biblioteka industrialna i zastrzegam, że nie chodzi tu o biblioteki organizowane w zakładach przemysłu ciężkiego, lecz o wszystkie biblioteki funkcjonujące w pewnym etapie cywilizacyjnego rozwoju. Nie idzie także o wąski ekonomiczny aspekt działania bibliotek, choć aspekt ten jest bardzo istotny dla takiej analizy.
Określenie "industrialna" brzmi może dość dziwnie, lecz sądzę, że dobrze oddaje formułę i środowisko działania biblioteki "tradycyjnej".

Biblioteki, jako kulturowe systemy komunikacyjne, w swoich funkcjach, celach i metodach działania są mocno determinowane przez wzorce wytwarzania, dystrybucji i udostępniania treści kulturowych w danym czasie. Wzorce te określają:
- jakimi środkami trzeba dysponować by wytwarzać kulturowe treści, (ekonomia i technologia)
- kto może je wytwarzać, (ekonomia, prawo)
- kto może je dystrybuować i jaki środkami może to robić, (ekonomia, prawo, technologia)
- kto ma prawo je oceniać i komentować, (prawo)
- kto może je udostępniać i na jakich zasadach, (prawo, technologia)
- co można z nimi dalej robić i pod jakimi warunkami (wszystkie sfery).
(Tych wzorców można z pewnością wymienić więcej, zatem podpostowe komentarze są otwarte na uwagi ;-)).

Jak widać z powyższego wypunktowania do takiego namysłu warto zaprosić wielu badaczy różnych specjalności - stąd "współdyscyplinarność", pozwalająca na obserwację przenikania się wielu wątków - w analitycznej matrycy. Sprawę komplikuje to, że nie od rzeczy jest oglądać te zjawiska w historycznej perspektywie, w osi czasu.

Powyższe, wypunktowane kwestie nie są banalne, bo są wyznacznikami fundamentalnych zasad: ludzkiej wolności (także wolności słowa, przedsiębiorczości), autonomii, prawa do własnego rozwoju, etc. Nietrudno (a może jednak trudno?) zauważyć, że kwestie te także żywotnie dotyczą instytucji bibliotek i wszelkie zmiany tych wzorców, powodują na ich terenie natychmiastowe i niemałe zamieszanie.
Widać gołym okiem, że wszystkie te wzorce mogą być realizowane odmiennie w środowisku sieci komputerowych i środowisku "tradycyjnym". Co więcej, widoczne są dziś wyraźne i oczywiste "przesunięcia" w obszarach ich obowiązywania.

Te właśnie przesunięcia decydują o zmianie cywilizacyjnego środowiska działania bibliotek, czyli o zmianach ich tytułowej, instytucjonalnej ekologii. Co więcej - nie jest tak, że cywilizacyjna zmiana środowiska działania bibliotek powoduje zmianę jedynie ich "interfejsu", nie dotykając ich wnętrza, tj. spraw organizacji, kultury korporacyjnej, sposobów zarządzania i instytucjonalnej reakcji na nowe niespodziewane "zaburzenia". Wręcz przeciwnie - zmiana środowiska wymusza głęboką przemianę całej instytucji i jej dostosowanie do nowych warunków działalności.

Na marginesie, moim skromnym zdaniem, w badaniu powyższych kwestii leżą odpowiedzi na ulubione ostatnio pytanie bibliotekarzy: "Czy przetrwamy?". Nie w wąskich, pozbawionych kontekstu i w sposób nieuzasadniony ekstrapolowanych np. analizach ergonomii papierowego kodeksu (choć jest to z pewnością składnik takiej szerokiej analizy), którym towarzyszą zaklęcia, że biblioteka nie zginie bo ... , wsparte branżowym zwieraniem szeregów i pewnymi praktycznymi działaniami, które można określić jako "zawracanie kijem Googla".

Generalnie zasady gry są proste. Organizm, który nie potrafi sie dostosować do zmiany środowiska lub robi to kiepsko - ginie lub marnieje. I tyle.

PS. Czy wiecie, że badanie genotypu kury wykazało, że jej bliskim przodkiem była archaiczna maszyna do zabijania - Tyranozaurus Rex? A więc upłynęło trochę czasu - no i teraz kompletna klapa.

17 kwietnia 2007

II Seminarium Infobroker "Wyszukiwanie i przetwarzanie cyfrowych informacji"

Właśnie wróciłem z jednodniowego seminarium pod powyższym tytułem zorganizowanego przez CPI. Wrażeń sporo i chociaż ciekawie było o tym, że infobroker to taki bibliotekarz, który musi sam na siebie zarobić, było też nawet nieco o "dwazerowości" kultury i bibliotek.
Skończyłoby się jak zazwyczaj dość sprawozdawczo i inwentaryzacyjnie, lecz E. Bendyk z wykładem: Informacja, inteligencja, intuicja, cytujący w dodatku von Clausewitza O wojnie, ustawił sprawy w kontekście tak szerokim i odpowiednio wpółdyscyplinarnym, że prowadzący spotkanie H. Hollender, widząc najpewniej lekkie oszołomienie publiki, sygnalizował prawdopodobne zerwanie strumienia jej (zbiorowej?) świadomości.
Na wykładzie Bendyka odczułem też ogromne przyśpieszenie w zakresie tempa net-wędrówek i poznawania internetowych ciekawostek, bowiem jeszcze wczoraj czytałem o niesamowitej pętli OODA Johna Boyda, a dziś mogłem usłyszeć o tym na Seminarium.
Zabrakło też nieco czasu na dyskusję, która zdawała się nabierać rumieńców pod koniec spotkania. Zatem uczestnicy wyjechali do domów zapewne z mnóstwem niezadanych pytań. Więcej niebawem w blogu Biblioteka 2.0.
Tymczasem trzeba coś tu napisać o tej ekologii bibliotek, bo B. Jaskowska wiercić dziury w brzuchu tak łatwo nie przestanie.
Ale żeby nie myślała, że tylko będzie pytać, a sama niczego nie wyjaśniać, to się myli. Proszę bardzo - małe zadanko do rozpracowania (rozpoznania?): War, Chaos and Business, czyli o tym, dlaczego (także) biblioteki powinny gotować się na wojnę i stać się "zwinnymi" instytucjami.

9 kwietnia 2007

Trochę o ekologii (bibliotek)

Zazwyczaj stosowane do "zielonego" środowiska, pojęcie "ekologia" chociaż używane szeroko (i nieprecyzyjnie) na oznaczenie kwestii ochrony środowiska - daje się interesująco stosować do charakterystyki cyfryzacji bibliotek. Nie idzie o cyfryzację rozumianą jako "komputeryzację" bibliotek, lecz o kwestie bardziej złożone - zaistnienie szeregu rzeczy w obszarach technologii, ekonomii, polityki i kultury oraz odnotowywania ich wzajemnych zależności. Rzeczy te są tak powiązane i poplątane, że bez jednoczesnego oglądu z wielu stron i przez wielu badaczy, trudno o wskazanie przyczyn, skutków i dalszych konsekwencji.
Biblioteki są bardzo interesującym terenem obserwacji tych cywilizacyjnych przemian z wielu względów. Przede wszystkim - same są "soczewkami" skupiającymi wątki technologiczne, społecznej misji, antropologiczne, kognitywistyczne. Szkoda, że tak rzadko mówi się tam o ekonomii - bo ta zdaje się być bardzo mocną determinantą tych przemian. W każdym razie - jakakolwiek zmiana w tych obszarach od razu odciska piętno w sferze bibliotekarstwa, dlatego też biblioteki są doskonałymi barometrami cywilizacyjnymi i o stanie rozwoju społeczeństwa i państwa można śmiało wnioskować z oglądu jego bibliotek. Krótko: "Pokaż mi swoja bibliotekę, a powiem ci kim jesteś!" ;-)). (Wersja dla opornych: "Biblioteka, durniu!").
Tu też niedaleko do tzw. "interdyscyplinarności" w badaniu biblioteki.
To słowo nie jest dobre. "Inter" to taki "pomiędzy" - w sumie nie wiadomo co, bo to, co godne miana prawdziwej wiedzy jest przecież "w".
A czy tu nie chodzi o "współdyscyplinarność"?
Technologię tworzą ludzie kierujący się przy tym pewnymi "wartościami" kulturowymi, "zaszywając" w niej pewne idee. Internet - to nie tylko kable i komputery - to manifestacja pewnych filozoficznych konceptów.
Technologia stanowi oczywiście także zbiór narzędzi, które po rozpowszechnieniu stają sie dostępne ogromnym zbiorowościom. Te z kolei, otrzymując nowe, finansowo dostępne środki wytwarzania i przetwarzania symboli ujawniają niespodziewane motywacje i mechanizmy nowych zbiorowych działań. Dalej, ich efekty zwrotnie oddziaływują na samą technologię, przynosząc kolejne narzędzia. Wytwarzają się także nowe formy społeczności, współpracy i komunikacji zdecydowanie bardziej efektywne niż tradycyjne.
Powstają nowe umiejętności integrujące ludzki układ nerwowy z interfejsami komputerów. I zmieniają się kolejne ciągi i mutacje symboli kultury, które po "zmianie atomów w bity" (Negroponte) szaleńczo przyśpieszyły swe iteracje.
Stąd też "ekologia" jako opis współzależności i wzajemnych oddziaływań między jakimś organizmem a jego środowiskiem całkiem sympatycznie pasuje jako tło rozważań o bibliotekach.

Tylko jak tu ma się w tym wszystkim połapać polski, niedopłacony bibliotekarz wywieszający na pozornie obleganych murach płachty z napisami w stylu "Video nie zabiło filmu, komputer nie zlikwiduje książki"? A o nowych technologiach mówiący: "to takie bezduszne". I co mają zrobić ci, którzy te biblioteki organizują w starą, dobrą i sztywną hierarchiczną strukturę lub kierują nimi z pomocą behawioralnego marketingu i "zarządzania zasobami ludzkimi" (fuj!)?