Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteki cyfrowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteki cyfrowe. Pokaż wszystkie posty

14 stycznia 2011

Jak się wspieramy, cz. 2.

Jednym z elementów ankiety (pierwsza część nt. wsparcia w poprzednim poście) dotyczącej współpracy regionalnych bibliotek cyfrowych z małymi i średnimi instytucjami kultury (MŚiK) były pytania o organizacyjne kwestie takiej współpracy. Regionalne biblioteki cyfrowe, pytane o to, w jaki sposób cyfrowi aspiranci mogą się włączyć do współtworzenia zasobów BC, udzieliły bardzo ciekawych i różnorodnych odpowiedzi, opatrując je niekiedy dodatkowymi komentarzami. Faktyczna organizacja współpracy przybiera najrozmaitsze formy, od dość minimalistycznych po mocniej sformalizowane. Są ona zależne od lokalnych uwarunkowań, wstępnej gotowości (i chęci) niewielkich instytucji do udziału w BC, a także od istniejących tradycji współpracy na innych, branżowych polach. W "organizacyjnej" części ankiety zawarłem pytanie o to, czy i na jakich zasadach regionalne biblioteki cyfrowe decydują się na współpracę z MŚiK. Główny wniosek, podobnie jak w kwestiach współpracy, jest bardzo optymistyczny. Wszystkie regionalne BC, które odpowiedziały na ankietę deklarują gotowość do takiej współpracy, pomimo tego, że niektóre z nich nie oferują możliwości formalnego włączenia do grona współtwórców. W takim wypadku proponują, w celu udostępniania cyfrowych publikacji, swoje usługi. Pewna grupa bibliotek deklaruje możliwość zarówno włączenia formalnego, jak i mniej uregulowanej kooperacji. Poniżej zestawienie odpowiedzi:



Drugą dość istotną kwestią, dotyczącą już warunków wewnętrznej współpracy są zasady wyboru dokumentów do udostępnienia na platformie BC. Także tu można zauważyć rozmaitość przyjętych przez regionalne biblioteki cyfrowe zasad - od formuły "rozproszonej", przyznającej autonomię typowania zbiorów swoim uczestnikom, poprzez "regulowaną" przyjętym programem digitalizacji, po rozwiązania bardziej "centralne", gdzie w celu typowania zbiorów ustanowiono zespoły specjalistów. Plus spektrum rozwiązań mieszanych:



Obserwacja regionalnych bibliotek cyfrowych na polu objętym przez ankietę (którą z pewnością będzie można precyzować - proszę o sugestię) w jakimś czasie może dać pogląd o trendach ich rozwoju i organizacji. Jest to o tyle ciekawe, że są to z gruntu przedsięwzięcia nowe, realizowane oddolnie, kształtujące się niejako "w locie". Pocieszające jest to, że bibliotekarstwo cyfrowe, pomimo krajowej (i także często lokalnej) federacyjnej, nieprzeregulowanej formuły, było w stanie osiągnąć stan gotowości do włączenia do bardziej wymagających przedsięwzięć, jak Europeana, czy inne serwisy agregujące. Z pewnością wielką pomocą była tu technologiczna homogeniczność platform BC (wszystkie z ankiety pracują w oparciu o oprogramowanie dLibra). Niejako w tle zaprogramowała ona pewne rozwiązania i otworzyła możliwości np. zdalnej współpracy, co przy standaryzujących ustaleniach samych bibliotekarzy przyniosło w efekcie całkiem zgrabny model funkcjonowania, z koordynacją tworzenia zasobów cyfrowych.

20 listopada 2010

Jak się wspieramy?

Na początku października przeprowadziłem ankietę wśród blisko 30 polskich regionalnych bibliotek cyfrowych  dotyczącą możliwości współpracy z małymi i średnimi instytucjami kultury (gminnymi, powiatowymi miejskimi). Te ostatnie są w coraz większym stopniu zainteresowane cyfryzacją treści, jednakże ich możliwości organizacyjne, kadrowe i techniczne często nie pozwalają im na sprawne i kompleksowe przeprowadzenie takich projektów. 

Ważną rzeczą jest także publikowanie utworzonych cyfrowych zasobów, bowiem docelowe umieszczanie ich np. w serwisach WWW tych instytucji doprowadzi do ogromnego rozproszenia treści. Tego rodzaju opublikowanie nie zapewniałoby także tzw. interoperacyjności serwisów prezentujących cyfrowe treści, która jest podstawą włączania takich serwisów do krajowych (Federacja Bibliotek Cyfrowych) lub europejskich (Europeana) inicjatyw. (Uwaga: wszystkie BC, które udzieliły odpowiedzi zdeklarowały, że są otwarte na współpracę w zakresie udostępniania zasobów niewielkich instytucji w różnych modelach - szczegóły w następnym poście)

Ankieta zawierała pytania o model potencjalnej współpracy, sposób typowania treści, lecz najciekawszym fragmentem było ustalenie, jakiego rodzaju wsparcia mogą udzielić regionalne biblioteki cyfrowe (RBC) digitalizacyjnym nowicjuszom swojego regionu. Określono następujące obszary wsparcia dla małych i średnich instytucji kultury (MŚIK):
  • udostępnienie dedykowanego mechanizmu komunikacji i wsparcia pomiędzy instytucjami tworzącymi BC (forum/lista dyskusyjna, itp.),
  • przeprowadzenie warsztatowych szkoleń z zakresu digitalizacji,
  • udostępnienie przez RBC sprzętu i oprogramowania do samodzielnej digitalizacji dla MŚIK,
  • digitalizacja dokumentów  dostarczonych przez MŚIK,
  • przetwarzanie skanów dostarczonych przez MŚIK do postaci prezentacyjnej (korekta, kompresja),
  • przeprowadzenie czynności redaktorskich (opracowanie i publikacja) zasobu w RBC,
  • udostępnienie aplikacji redaktora i umożliwienie MŚIK samodzielnego publikowania na platformie RBC,
  • wsparcie w zakresie ustalania praw autorskich do utworów,
  • wspólna (międzyinstytucjonalna) realizacja projektów z funduszy zewnętrznych,
  • digitalizacja przez pracownika instytucji współtworzącej BC i przy pomocy jej sprzętu wybranych zbiorów zabytkowych MŚIK w miejscu ich lokalizacji (dodane przez Podkarpacką BC).

Wyniki okazały się bardzo budujące. Regionalne biblioteki cyfrowe, mimo niewątpliwych własnych problemów z powiększaniem cyfrowego zasobu, oferują szereg możliwości pomocy niewielkim instytucjom. Co więcej, deklarują, że robią to bezpłatnie. Dotyczy to zarówno dużych, tworzonych przez wiele instytucji bibliotek cyfrowych, jak i takich, które prowadzone są przez niewielkie biblioteki miejskie. Zapewne stopień wsparcia i zaangażowanie w świadczenie pomocy  ze strony funkcjonujących BC musi uwzględniać ich własne, często mocno ograniczone możliwości. 

Otwartość i intencja dzielenia się kompetencjami i zasobami będzie sprzyjać rozpowszechnianiu się i realizacji cyfrowych inicjatyw, wzrostowi liczby dostępnych dla publiczności dokumentów oraz wzbogaceniu polskich zasobów cyfrowych o unikalne treści regionalne. 

Żałując nieco, że niektóre z dużych BC z tradycjami nie udzieliły odpowiedzi, zapraszam do zapoznania się z wynikami ankiety wsparcia i komentarzy.

14 czerwca 2010

Tu na razie jest schronisko, ale będzie Dwazerowisko

Rycerzowa (schronisko Bacówka) + Przegibek + Milówka. 
Straszliwa plaga królików w Beskidach, czyli skanerem i piwem ...



======================================================================



















14 maja 2010

O transparentności e-bibliotek publicznych

W poście na forum Biblioteka 2.0 JanG poruszył problem pewnej pragmatyki utrzymywania systemów, co do których oczekuje się trwałości, a którą ma zapewnić otwarty kod. Dzięki otwartości można go dalej rozwijać, modyfikować, konwertować do nowych narzędzi, nie stając się zakładnikiem zamkniętych  rozwiązań komercyjnych, podatnych na gry rynkowe oraz unikając typowego dla informacyjnej gospodarki "zamykania" klientów (także publicznych) w ich nieprzejrzystych systemach, tak by koszty zmiany rozwiązań przewyższały zdolności i chęci klienta. Wśród bardziej drapieżnych taktyk w tym zakresie można by tu jeszcze wymienić wysoką integrację różnych rozwiązań opartych na systemach zamkniętych, co sprawia, że niezbyt możliwa staje się wymiana drobnego elementu takiego agregatu, bez większego rachunku "z tytułu praw", związanego z koniecznością modyfikacji innych jego części.

O ile komercyjni dostawcy/wykonawcy rzeczy czy prostych usług mogą zostać zastępowani innymi, prawnoautorskie ograniczenia softu mogą dość skutecznie "zawłaszczać" te dziedziny sfery publicznej, w których są stosowane. Efekty wspomnianej gry rynkowej widać po krajowej sytuacji w dziedzinie katalogów bibliotecznych, gdzie brak doświadczeń (i przemyśleń) z oprogramowaniem otwartego kodu (i specyfiką tego rodzaju towaru jak soft w ogóle) skłaniał i chyba do dziś skłania biblioteki do wejścia w łatwiejsze "na dzień dobry" rozwiązania "gotowe" z kodem zamkniętym. W efekcie obraz komputeryzacji bibliotek łatwiej jest opisać w kategoriach wyniku tych gier (lobbing, kontakty firm z decydentami, polecające kontakty między decydentami zakupów), niż przemyślanego wyboru, mającego na względzie tak rozumianą trwałość i uniknięcie  zamknięcia publicznych w końcu obszarów. Dla porządku warto wspomnieć, że katalogi elektroniczne są dziś w bibliotekach instalacjami krytycznymi, tak że nagła utrata dostępu do nich może przekształcić bibliotekę w skład makulatury.

Ale chciałbym dorzucić (testowo) jeszcze jeden wątek, trochę bardziej "polityczny", ale tylko trochę. Otóż mówiąc o nowoczesnych instytucjach sfery publicznej, mówimy o wymogu ich transparentności. Ten postulat motywowany jest tym, że obywatel (czyli podatnik), dla którego zostały stworzone i z jego pieniędzy są utrzymywane - ma prawo do tzw. informacji publicznej, która polega między innymi na transparentności ich procedur, "polityk", finansów. Czyli co, jak, dlaczego działa, w jakim celu, w jakim terminie, za ile, jakie przynosi efekty. Transparentność ta jest oczywiście w pewnych obszarach ograniczona np. kwestiami bezpieczeństwa, bo o ile obywatel ma prawo wiedzieć, jaki jest budżet instytucji i jak był wydawany, to raczej nikt nie ogłosi, jaki jest rozkład elementów jej systemu antywłamaniowego.

Tworzenie takich systemów jak np. biblioteki cyfrowe o dostępie publicznym i także za publiczne pieniądze utrzymywanych jest de facto tworzeniem nowych publicznych instytucji lub ich części. Gdy stają się systemami mocno zwirtualizowanymi, nie posiadają spisanych na papierze procedur, opisu struktury, standardów w nich stosowanych, etc., które jednakże przesądzają o wiarygodności prezentowanych treści, ich obiegu wewnątrz biblioteki, a także pozwalających na ocenę efektywności rozwiązań. Te procedury są bowiem zawarte w kodzie oprogramowania biblioteki, specyfikacjach stosowanych w niej formatów przechowywania danych, itp. Przypuszczalnie mało kto z szerszej publiczności byłby specjalnie zainteresowany szczegółowym poznaniem tego kodu, ale, jeśli uznajemy, że ma ona prawo, jak w przypadku "realnych" instytucji, do informacji o ich wnętrzu, czyli ma prawo do społecznej kontroli rozwiązań z publicznego obszaru, który finansuje - ma także prawo do poznania kodu biblioteki. A może to zrobić, gdy kod jest otwarty, gdy sama instytucja nie została wywłaszczona ze swojego istotnego, wewnętrznego obszaru i ten kod zna.

Tendencja do zwiększania transparentności zdaje się stawać nie tylko świadomym wymogiem wysuwanym względem starych i nowych instytucji publicznych, lecz jej wartość dostrzega także komercja. Staje się ona bowiem dobrym narzędziem budowania zaufania klientów, którego kapitał staje się jedną z najistotniejszych części aktywów firm, mimo zamknięcia pewnych obszarów, zapewniających konkurencyjną przewagę (np. w zakresie opracowywania rozwiązań innowacyjnych).

Owo zaufanie, które jest spoiwem nowoczesnych, obywatelskich społeczeństw, winno być głównym (obok dóbr specyficznych dla dziedziny) społecznym dobrem, tworzonym i stymulowanym przez publiczne instytucje. Trudno by mogły to czynić, bez zachowania transparentności względem użytkowników, która to zależy od znajomości samej siebie.

6 grudnia 2009

Z serii "Dobre praktyki" - o obalaniu stereotypów bibliotekarskich

Jednym z większych problemów bibliotekarstwa są żywione na jego temat stereotypy, czyli szeroko rozpowszechnione i ugruntowane wśród publiczności, niesłuszne i krzywdzące (zdaniem bibliotekarzy) poglądy na samą profesję i ludzi, którzy z niej żyją. Szkodliwość tych poglądów jest znaczna, bowiem przypuszcza się, że są one przyczyną i konserwującą otoczką zaniżonego społecznego prestiżu zawodu. Samo myślenie o grupie zawodowej, że jak taka lub owaka, może jej specjalnie nie przeszkadzać, o ile nie powoduje uszczuplania zasobów. Lecz tu mówi się dalej, że stereotypy, ze względu na usługowy i niekomercyjny charakter bibliotekarstwa, są wyjątkowo dolegliwe, szczególnie gdy podzielają je decydenci i organizatorzy instytucji, od których zależy finansowanie. Podzielanie zaś ich przez szerszą publiczność sprawia, że biblioteka może być niezbyt przyjaznym miejscem pracy, w którym panuje niemiłe napięcie między domniemanymi osądami publiczności, a "wiemy, co o nas myślicie" bibliotekarzy.

Ze stereotypami trudno jest walczyć, już to ze względu na specyficzną dynamikę propagacji negatywnych ocen i poglądów (w proporcji do tych dobrych), już to dlatego, że dyskusje, przekonywanie i autystyczne myślenie pozytywne na nic się tu nie zdadzą. Zmiana takich negatywnie wartościujących powszechnych poglądów jest możliwa tylko dzięki równie powszechnemu, długotrwałemu doświadczeniu odbieranemu przez publiczność, która w końcu będzie skłonna sądzić, że bibliotekarz to potrzebny społeczeństwu zawodowiec, którego praca może nie jest efektowna, lecz jest efektywna i którego żmudne czynności nie wykluczają tak obecnie pożądanego myślenia i działania w kategoriach pragmatyki, innowacji oraz poszerzania pola społecznych więzi.

Zatem procedura obalania stereotypów winna być kolektywna, wspólnymi siłami, by raz obalony stereotyp już się nie odrodził, ani też nawet nie próbował pełzać. Po prostu stereotypy na temat profesji należy obalać profesjonalnie.

Procedura
1. Obalanie, poza potrzebą kooperacji, nie jest zadaniem łatwym. Najpierw stereotyp należy namierzyć.

Dwa namierzone stereotypy

2. Kiedy już jakiś wypasiony stereotyp zostanie zlokalizowany, trzeba do obalenia go przygotować, tj. zidentyfikować jako taki. Pomocny jest tutaj "target" (zwany w skrócie "stereotypem") , który zawsze winien mieć lokalną odmianę (stereotypy właśnie takie są) i datę. Ułatwia to inwentaryzację i zapobiega obalaniu stereotypów już raz obalonych.


Target identyfikujący z obalania krakowskiego

Tym bardziej że stereotyp, jako byt mentalny, ma trudno uchwytną, krnąbrną naturę, więc łatwo o pomyłki. Stąd też potrzeba by go wyraźnie:
3. oznaczyć i do pewnego stopnia zmaterializować.

Teraz już się nie wymkną

Technika obalania jest bardzo istotna, bowiem nic nie jest tak demoralizujące, gorszące i nieestetyczne, jak źle obalony stereotyp. Potrafi ubrudzić, ochlapać, zaś pozostawiony nawet w drobinie, trudniejszy jest do obalenia, niż taki duży i wyraźny. Nabiera tu ważności naczelna zasada snajperów i skanerzystów:
4. One shot, one kill.

Nie oznacza to, że trzeba szybko i po łebkach. Sposoby są zróżnicowane - dostosowane do charakteru i wagi stereotypu oraz indywidualnej metody obalającego. Jedni wolą temat załatwić szybko (przechodząc do kolejnych), inni delektują się misterium stopniowo znikającego stereotypu. Najważniejsza jest konsekwencja i jego całkowite zniweczenie.

Obalanie stereotypów, choć niełatwe - jest przyjemne

Powyższa procedura okazuje się wyjątkowo skuteczna, w dodatku uczy odpowiedzialności, konsekwencji, zespołowego działania oraz warsztatowej precyzji. Czyli wszelkich jak najbardziej pożądanych w bibliotekarstwie umiejętności. I stereotypy, szczególnie gdy obalane ścielą się gęsto - nie są tak straszne, jak o nich mówią.

29 listopada 2009

Cyfrowi kopiści w klasztorze, czyli warsztaty bibliotekarstwa cyfrowego w słupskiej MBP oraz otwarcie nowej Społecznej Pracowni Digitalizacji


W dniach od 25 do 27 listopada b.r. mieliśmy z Tomkiem Kalotą (Biblioteka Uniwersytetu Wrocławskiego) zaszczyt i przyjemność podzielenia się wiadomościami o tworzeniu bibliotek cyfrowych z zespołem Bałtyckiej Biblioteki Cyfrowej. Warsztaty zostały zorganizowane i odbywały się w słupskiej MBP (mieszczącej się w byłym przyklasztornym kościele norbertanek) i skupiły twórców BBC także z instytucji ją współtworzących, tj. Archiwum Państwowego w Koszalinie, Archiwum Państwowego w Koszalinie Oddział w Słupsku oraz Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku.

Program trzydniowego spotkania w Słupsku był bardzo bogaty. W dzień pierwszy zasadniczo rozmawialiśmy o sprawach technologicznych i organizacyjnych bibliotek cyfrowych. W czwartek było uroczyście - MBP w Słupsku otworzyła ustanowioną dzięki funduszom MKiDN i słupskiego samorządu - Społeczną Pracownię Digitalizacji. Dzień ostatni, pod koniec nieco smutny, bo trzeba było wyjeżdżać ;-( - był bardziej dialogowy i warsztatowy. Na przykładzie rozwiązań z własnych BC rozmawialiśmy o sprawach ściśle technologicznych, przepływie zasobu cyfrowego w BC i archiwizacji długoterminowej.

Uzupełnieniem części oficjalnych było czwartkowe spotkanie bibliotekarzy cyfrowych, czyli Króliczarnia, w trakcie której gremialnie obalono morze bibliotekarskich stereotypów, powiększając grono polskich bibliotekarzy cyfrowych - ale o tym obrzędzie inicjacyjnym, dostępnym nielicznym ;-) w innym poście.

Warsztaty
W dniu pierwszym Tomek Kalota zajął się kwestiami technologicznymi, tj. monitorowaniem efektywności i jakości procesów digitalizacji, automatyzacją wytwarzania publikacji grupowych (zwłaszcza czasopism) oraz równoległym obiegiem książki i obiektu cyfrowego na poszczególnych etapach digitalizacji.



Tematyka moich wystąpień była "miękka", tj. ustanawianie i organizowanie biblioteki cyfrowej, zespołów bibliotekarzy cyfrowych oraz omówienie zasad współpracy międzyinstytucjonalnej. Uznałem, że takie "wewnątrzspołeczne" kwestie są istotne dla tego typu zamierzeń, a przy zwyczajowej koncentracji wyłącznie na rzemiośle, są zwykle pomijane.



W rewanżu koledzy z BBC zapoznali nas ze swoim niemałym dorobkiem i sposobami rozwoju biblioteki cyfrowej, włącznie ze sprzętowo-kadrową organizacją zlokalizowanej w piwnicach obiektu pracowni digitalizacji, tj. pełnego gorącej wymiany myśli i emocji "Piekiełka".


"Piekiełko", MBP Słupsk - warsztat współczesnego kopisty

Społeczna Pracownia Digitalizacji - już kolejna! ;-)
Uroczystym momentem spotkania było otwarcie (26. listopada) słupskiej SPD, o czym można przeczytać tutaj, a którego dokonała autorka projektu - Danusia Sroka (z prześwietnym zespołem współautorów) oraz dyrektor MBP - Tadeusz Matyjaszek.


Było ono dla mnie szczególnie sympatyczne, bowiem słupscy bibliotekarze skorzystali z doświadczeń Biblioteki Śląskiej, która taką pracownię prowadzi od jakiegoś czasu. Słupska SPD, jak się zorientowałem, będzie (a właściwie jest, bo pracuje już od jakiegoś czasu) bardziej młodzieżowa, niż śląska, opierająca się głównie na wolontariacie seniorów. Oznacza to, że inicjatywa ta jest społecznie skalowalna i może obejmować różne grupy zainteresowanych, a słupscy bibliotekarze znajdują swoje, innowacyjne ścieżki jej rozwoju.

W trakcie spotkania miałem zaszczyt podzielić się doświadczeniami z pracy SPD w Katowicach, pokazując różne kierunki rozwoju, których nie można było przewidzieć w momencie jej tworzenia - a także walory promocyjne przedsięwzięcia, które sprzyjają budowaniu prestiżu i potencjału instytucji prowadzącej. Wskazałem też dwie hipotezy (już dwukrotnie pozytywnie sprawdzone ;-)) leżące u podstaw tego projektu: 1. że najbardziej złożona technologia, by zaistnieć, musi być dla ludzi i tworzyć społeczne dobra oraz 2. że istnieją ogromne pokłady niewykorzystanej społecznej energii, która "leży na ulicy". Jej dostrzeżenie i skonstruowanie profesjonalnego interfejsu dla jej czerpania, stanowi o powodzeniu i innowacyjności takich rozwiązań, jednocześnie przysparzając instytucji wymiernych korzyści.

Otwarcie nowej SPD dokonało się w obecności bibliotekarzy, muzealników i archiwistów ze Słupska, Koszalina i Gdańska, z udziałem władz miasta (które mocno i skutecznie wsparły projekt) oraz słupskich parlamentarzystów RP.

Miłym akcentem było wręczenie przez dyrektora MBP, Pana Tadeusza Matyjaszka "Podziękowania" dla współtwórców projektu, które przypadło także nam:


Zarówno dobrze zorganizowane warsztaty jak i otwarcie pracowni digitalizacji, w rok po utworzeniu biblioteki cyfrowej dowodzą, że słupscy pracownicy instytucji pamięci szybko uczą się trudnej sztuki składania kolejnych cyfrowych puzzli w spójną całość. Swoimi działaniami potrafią też pozyskać zainteresowanie lokalnych i krajowych władz, które wspierają kolejne cyfrowe projekty w zupełnie konkretny sposób. "Hybrydyzacja", czyli wprowadzenie równoległego wątku cyfrowego do działalności tradycyjnej biblioteki

(owemu zjawisku w Słupsku uległ nawet samochód biblioteczny o innowacyjnym napędzie analogowo-cyfrowym)

i innych instytucji zaangażowanych w kolejne projekty, zapewne, jak zawsze, będzie rodzić napięcia, lecz jej sukces zależy od zrozumienia, że jest ona dziś konieczna i nieodwracalna.

Warto też nieco przewrotnie dodać, że słupskim bibliotekarzom jest łatwiej, bo dysponują znakomitym, barwnym zespołem o wielu specjalościach (włącznie z pieczeniem doskonałych ciast i pizzy o niezwykle zaskakującej nazwie, znanej tylko wtajemniczonym). Ich zaangażowanie, inwencja i zdolność do uczynienia z biblioteki społecznego "węzła komunikacyjnego", może realizować się w przestrzeni utworzonej przez szefa, który potrafi instytucjonalizować wypracowywane pomysły i dobre praktyki - bez szkody dla świeżości i dynamiki zespołu - migrując instytucję w rytm zmiany czasów.

Krótko mówiąc - Słupsk to dobre miejsce dla bibliotekarzy cyfrowych ;).

PS. Wszystkie fotki poza zrzutami autorstwa Sławka Żabickiego (BBC)

17 lipca 2009

O czym myślą bibliotekarskie "zagadkowe dzieci"?

Jako osoba, która znajduje się na pokoleniowej "ziemi niczyjej", tj. pomiędzy "młodym", a "starym", jednocześnie nieubłaganie zmierzając w stronę "starego", z zaintrygowaniem przyglądam się organizowanemu IV Forum młodych bibliotekarzy, które odbędzie się w Krakowie w listopadzie. Już sam tytuł spotkania jest niepoprawny, bowiem zaznacza, że istnieje jakieś "młode", które "starym" nie jest, rychło nie zamierza nim być i się od niego odróżnia. Przymiotami związanymi z "młodym" są aktywność, komunikacja i twórcze myślenie, które to cechy legitymują udział w konferencji i które "mogą być z powodzeniem zastosowane do osób powyżej 35 roku życia". Mimo takiego złagodzenia warunków udziału, specjalne podkreślanie tych właściwości daje do myślenia i ustawia sprawę dość jasno ;-).

Program tego spotkania odzwierciedla młodopokoleniowe branżowe trendy i tu zdumiewający (i jednocześnie budujący ;-) jest zakres problematyki digitalizacji i tworzenia bibliotek cyfrowych. Drugim trendem jest szeroko rozumiana komunikacyjność, czyli kwestie zawodowego i instytucjonalnego wizerunku i komunikacji - a to z kolei pod hasłem "bibliotekarzu przełam się". Do tego "interakcja" twarzą w twarz i cyfrowa. Ciekawe jest to, że są to terytoria bezpieczne, nie obciążone żadnymi kompetencyjnymi roszczeniami "starego", przez "stare" niezawłaszczone i z których "młodego" wywłaszczyć się już nie da.

Może z pozoru nie wygląda to dla "starego" zbyt groźnie, lecz wszystko wskazuje na to, że "młode" zaczyna zyskiwać (samo)świadomość różnicy i niekoniecznie ma ochotę słuchać autorytetów o ogromnym gatunkowym ciężarze, oddając się w ręce równie "młodego", które ma coś do powiedzenia. A to oznacza, miejmy nadzieję, że ukryte motto większości branżowych konferencyjnych spotkań: Zachowanie, a nie poszukiwanie wiedzy. Bo nie ma postępu w historii wiedzy, a jedynie ciągła i wzniosła rekapitulacja - stanie się przynajmniej antymottem Forum młodych (bo na formułę un-conference jest jeszcze pewnie za wcześnie ;-) ).

Dużo gorzej może być z codzienną praktyką, bowiem jak obszernie rzecz charakteryzuje H. Hollender:
"A jeśli nawet młody bibliotekarz sporo umie i emocje w nim grają, zostanie włączony w szkolenie przywarsztatowe, które go przywoła do porządku: ma robić tak, jak poprzednicy. Co nie znaczy, że mu się wytłumaczy, co oni robili i po co; większe biblioteki uwielbiają swoją tradycję, ale jej nie znają. Młody nie dowiaduje się nawet, co ma powiedzieć, kiedy odezwie się telefon, mówi zatem „halo” czy coś w tym guście. Buduje sobie warsztat nie rozumiejąc, czemu ma służyć, bo kierownictwo sroży się na wszelkie uogólnienia i teorie. Jeśli jest kobietą, traktują go jak córeczkę, mówią (jednostronnie) po imieniu i łagodnie tyranizują. Jeśli jest mężczyzną, to więcej mu wolno, jak to w patriarchacie, ale też musi latać do zaciętych drukarek i innych tego typu nieszczęść. Absolwent nie bardzo też ma jak prosić kierownika o wyjaśnienia, ponieważ to nie na nich buduje się w Polsce autorytet, ale na robieniu tajemniczych min. I miny kierownicy robią na potęgę."

Czyżby więc, ujmując rzecz w poetyce strony internetowej Forum młodych, nawiązującej nieco do stylu Witkacego - mistrza i innowatora w zakresie niesalonowego słowotwórstwa - pierdołowaty paternalizm górą!?

Swoją droga marzy mi się taka dziwna konferencja, którą zorganizowałoby razem "młode" i "stare", ale z wyraźnym rozdzieleniem ról. Mianowicie takim, gdzie "stare", które już się w życiu nagadało i napisało, byłoby tylko słuchaczem, a "młode" - mówcą. Tytuł konferencji (roboczy) - "Jak wyobrażamy sobie bibliotekę i bibliotekarstwo, co do których chcielibyśmy, byście je nam po sobie zostawili". Trudno się domyśleć, jakie przyniosłoby to efekty, lecz zweryfikowałoby to obustronne, zbiorowe intencje.

Jednocześnie przytaczając tyleż wyalienowaną, co żartobliwą (chyba - oby ;-)) reakcję p. Stefana Kubowa na fakt organizacji Forum Młodych:
"Chyba trzeba będzie pomyśleć o stworzeniu koła seniorów w SBP. Porozmawialibyśmy sobie sobie pod Wawelem niekoniecznie o autoprezentacji czy skuteczności osobistej, ale jak się nie dać młodym albo np. o tym jak dożyć (w bibliotece) późnej starości w młodym wieku." - chciałbym go uspokoić. Takie "koła jakości" już istnieją i działają całkiem sprawnie ;-). Ale - nie pozostaną w swych troskach same. Bowiem jest to też problem tego "młodego", które czuje się odpowiedzialne za kształt instytucji i ich przyszłości. Tyle, że z jego strony wygląda on trochę inaczej i jest dużo bardziej złożony. Brzmi mianowicie: co zrobić by "stare" mogło godnie dokończyć swoje życie zawodowe bez przeżywania większych technologicznych i organizacyjnych szoków, jednocześnie nie zabierając bibliotek na cywilizacyjną emeryturę - wraz z sobą.

Z każdą sekundą zmierzający ku "staremu" - pozdrawiam.

12 lipca 2009

Materializacja wirtualności, czyli biblioteka cyfrowa "trampoliną" do funduszy na digitalizację

Rozwój Śląskiej Biblioteki Cyfrowej nie mógłby się dokonać bez zaangażowania środków jej współtwórców. Klastrowa formuła funkcjonowania ŚBC, gwarantująca jej Uczestnikom pełną autonomię w zakresie wyboru materiałów, czy tempa publikowania, nakłada na nich ciężar zorganizowania własnego stanowiska digitalizacji i publikacji zasobu oraz przydzielenia osoby/osób do tych prac. Zarówno międzyinstytucjonalna kooperacja w zakresie tworzenia zasobu cyfrowego, jak również bardziej różnorodny zasób, przyrastający szybciej, niż gdyby był tworzony przez jedną instytucję, ma istotną dodatkową zaletę. Udział w ŚBC może stanowić bowiem dla każdej instytucji-Uczestnika dobry pretekst do występowania o zewnętrzne fundusze na cyfryzację treści, poprawę infrastruktury, czy zatrudnianie pracowników.

Dzięki temu ŚBC obrasta nie tylko w różnorodne treści, lecz wzbogaca (dosłownie) jej Uczestników. Świadczą o tym (z)realizowane projekty, takie jak jak:
- Społeczna Pracownia Digitalizacji (Biblioteka Śląska, MKiDN+Biblioteka Śląska, Mecenat 2007, 102 tys. zł),
- Dostosowanie zasobu Śląskiej Biblioteki Cyfrowej do rozszerzonego dostępu internetowego (Biblioteka Uniwersytetu Śląskiego, EFRR-RPO Województwa Śląskiego+Uniwersytet Śląski 2008, blisko 2,1 mln zł),
- Digitalizacja zasobów dziedzictwa kulturowego - kronik szkolnych (Urząd Miasta Katowice ze Związkiem Górnośląskim, EFRR-RPO Województwa Ślaskiego+UM Katowice 2009, 452 tys. zł,
- Śląska Internetowa Biblioteka Zbiorów Zabytkowych (ŚBC istotnym elementem projektu jako serwis prezentacyjny), (Biblioteka Śląska, EFRR-PO IiŚ, MKiDN+Województwo Śląskie 2009, blisko 7,2 mln zł.

Daje to w sumie blisko 9,854 mln zł, które zostaną zainwestowane w praktycznie każdy z istotnych elementów ŚBC - ulepszenie, bądź ustanowienie infrastruktury digitalizacji i przechowywania cyfrowych zbiorów, usprawnienie mechanizmów ich oglądu oraz powiększenie samego zasobu biblioteki cyfrowej. Środki te, pozyskane w sposób równie rozproszony jak sama ŚBC, zostały wykorzystane lub zagwarantowane niespełna w ciągu ostatnich 2 lat istnienia ŚBC, a pierwsze zostały przyznane po roku od jej utworzenia. Trzeba dodać, że wyliczenie nie zawiera tych środków, które poszczególne instytucje otrzymały od własnych organizatorów w ramach dotacji bieżących, w związku z organizacją własnego zaplecza digitalnego, by rozpocząć publikowanie w ŚBC.

Zatem "rentowność" ŚBC to blisko 10 mln zł w ciągu dwóch lat i jak na tak wirtualne przedsięwzięcie, które prezentuje swój zasób nieodpłatnie i bez ograniczeń szerokiej publiczności, wydaje się być całkiem przyzwoita ;-).

15 czerwca 2009

Śląska Internetowa Biblioteka Zbiorów Zabytkowych - reaktywacja 2009

Reaktywacja - także tego bloga ;-) - choć zobaczymy co dalej z czasem. Ale prócz bloga - najpewniej reaktywacja dawnego projektu Biblioteki Śląskiej - jak w tytule.

W roku 2005 BŚ złożyła aplikację do funduszy EOG z zamiarem utworzenia "kompletnej" biblioteki cyfrowej, która prócz wygenerowania blisko 27 tys. cyfrowych publikacji (licząc po dLibrowemu) miała stanowić narzędzie masowej digitalizacji zbiorów z systemem przepływu pozyskanych skanów od skanerów do modułu prezentacji WWW, po drodze archiwizując pliki typu master. Projekt mimo zajęcia wysokiej pozycji w rankingu nie zyskał wówczas dofinansowania.

Na marginesie trzeba zaznaczyć, że nie był to początek systemowego myślenia o digitalizacji w BŚ, bowiem mało, a właściwie nieznany jest fakt, że już w 1999 roku opracowaliśmy pod roboczą nazwą projekt "Śląskiej Biblioteki Wirtualnej", który przewidywał prócz skanowania cennych zbiorów, także moduł rozpoznania OCR druków współczesnych zintegrowany z generatorem mowy i odpowiednią dźwiękową nawigacją - dla osób niewidzących. Projekt opracowany z dużą pomocą firmy- integratora systemów informatycznych (moduł dźwiękowy w całości jej dziełem), nie doczekał się realizacji ze względu na wysokie koszty pamięci masowych (zawrotne wówczas 134 GB danych) oraz oprogramowania.

Projekt ŚIBZZ mimo braku powodzenia w 2005 roku zyskał nieoczekiwaną trwałość "administracyjną", poprzez wpisanie do Wieloletniego Planu Inwestycyjnego Województwa Śląskiego, który gwarantował tzw. własny wkład finansowy. We wrześniu 2008 roku został złożony ponownie pod ocenę, tym razem Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. I wszedł na listę projektów bazowych na 7 pozycji (na 44 zgłoszone w priorytecie), co otworzyło drogę do drugiego etapu oceny, który w ostatnich dniach zakończył się pomyślnie.

Projekt ŚIBZZ, w stosunku do wersji z roku 2005, musiał zostać zmieniony, by uwzględnić istnienie Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, która stanie się systemem prezentacyjnym zasobu pozyskanego w ramach ŚIBZZ. Zeskanowanych zostanie blisko 27 tys. obiektów, które poza względem na wartość historyczną zostały dobrane wg rodzaju zbiorów (starodruki, rękopisy, pocztówki, druki ulotne, kartografia, grafika, czasopisma, etc.) tak, by prócz udostępnienia ciekawego przekroju dokumentów rozbudować w instytucji digitalizacyjne know-how.

Planowana jest modernizacja i wyposażenie pracowni digitalizacji (w tym mobilne stanowisko fotografii cyfrowej), ustanowienie silnego zaplecza serwerowego wraz pamięciami masowymi i biblioteką taśmową. Trudniejszym momentem projektu będzie wykonanie aplikacji workflow, która zostanie zintegrowana z dLibrą. W ramach projektu powstanie 11 stanowisk pracy (5 skanerzystów, 3 korektorów, 2 bibliotekarzy, 1 informatyk), które planuje się utrzymać po zakończeniu finansowania projektowego. Nad całością (informatyczną) ma czuwać inżynier projektu.

Przygotowanie "reaktywacji", mimo dobrego intelektualnego wsadu sprzed lat, trwało blisko rok. Materiały do dokumentacji technicznej, ze względu na postęp technologiczny i integrację z ŚBC, należało zrobić praktycznie od nowa. Do tego nowe studium wykonalności. Ogromną pracę wykonali wykonali bibliotekarze Zbiorów Specjalnych i Zbiorów Śląskich, typujący dokumenty do digitalizacji, a także informatycy, specyfikujący szczegóły sprzętowe. Projekt ponadto zyskał mocne wsparcie ze strony Biblioteki Narodowej, w postaci bardzo pozytywnej opinii autorstwa wicedyrektor BN - p. Katarzyny Ślaskiej.

Było sporo prac papierowych, ze względu na wymogi formalne konkursu. Wniosek z załącznikami do pierwszego etapu oceny liczył blisko 700 stron, do drugiego - ponad 200. Plus 3-4 serie wyjaśnień. W trakcie obu etapów na szczęście można było liczyć na kompetentne wsparcie i pomoc zarówno urzędników Departamentu Funduszy Europejskich MKiDN oraz naszego Wydziału Kultury Urzędu Marszałkowskiego, a także innych urzędów, które musiały wyrażać opinie lub decyzje.

Niemały stres przyniosło szacowanie wartości finansowej projektu, bowiem pomiędzy etapami oceny diametralnie zmieniała się sytuacja na rynku walut, od których projekt zależał w 90%. Z drugiej jednak strony szereg kosztów uległo znacznej obniżce, ze względu na technologiczny postęp. Ostatecznie udało się to wszystko zbilansować i wyliczono wartość całkowitą projektu na ok. 7,2 mln zł.

Po przygotowaniu i podpisaniu ostatecznej umowy - prace ruszą i do (w sumie prawie) roku wyjętego z życiorysu, trzeba pewnie będzie doliczyć jeszcze jakiś czas, choć już w większym zespole.

Cóż - no i pozostanie to tylko teraz zrobić i rozliczyć ;-) .

9 grudnia 2008

Bałtycka Biblioteka Cyfrowa

Miałem, a właściwie mieliśmy (z kolegami i koleżankami z BCUWr, Polony, PCSS i bydgoskiego Archiwum Państwowego) wielką przyjemność uczestniczyć w otwarciu Bałtyckiej Biblioteki Cyfrowej, która oficjalnie objawiła się 8 grudnia tego roku. Słupskiej BBC, mimo że dysponuje na razie skromnym zasobem, warto poświęcić nieco uwagi, bowiem jej start zawiera wszelkie elementy "dobrej praktyki" tworzenia BC.

Biblioteka cyfrowa, jak każda inicjatywa pionierska, potrzebuje do zaistnienia kilku elementów i wygląda na to, że w Słupsku złożyły się one bardzo pomyślnie.
1. Zespół wierzących w sens przedsięwzięcia "pozytywnie zakręconych" pracowników biblioteki, których zawodowe specjalizacje (bibliotekarz, grafik komputerowy, informatyk) odpowiadają wymaganej współdyscyplinarności zamierzenia i którzy doskonale i bez zbędnych przeszkód, wykorzystując szanse i skromne możliwości, obmyślili i zrealizowali kształt BC, począwszy od znalezienia lokum, jego wyremontowania, pozyskania ministerialnych środków na sprzęt i oprogramowanie oraz zaaranżowali, wespół z dyrekcją biblioteki, szeroką koalicję regionalną na rzecz powstania BC.
2. Przychylny oddolnej pracowniczej inicjatywie dyrektor, który utworzył dla niej niezbędne pole działania, wspierając wysiłki swoich pracowników.
3. Włączenie w wysiłek tworzenia BC od początku innych instytucji regionalnych.
4. Zainteresowane i zaangażowane władze samorządowe, które pozyskały znakomite narzędzie promocji regionu i regionalnych instytucji kultury, edukacji i nauki. Warto dodać, że przedstawiciele samorządu i "niebibliotecznych" instytucji kultury, którzy zjawili się licznie na uroczystości, z zainteresowaniem obejrzeli i wysłuchali przygotowane prezentacje, ilustrujące możliwości cyfrowego publikowania w sieci, deklarując dalsze (realne!) wsparcie dla rozwoju przedsięwzięcia i jego wkomponowanie w realizację projektu e-Słupska.

Niezwykłe było obserwować jak tworzenie biblioteki cyfrowej, w gruncie rzeczy przedsięwzięcia bardzo technologicznego, złożonego i angażującego środki, integruje jednocześnie lokalną społeczność świadomą potrzeby pielęgnowania, szerokiej prezentacji i promocji regionu. Trzeba bowiem powiedzieć, że słupscy bibliotekarze (a także muzealnicy i koszalińscy archiwiści, którzy już są w BBC) doskonale rozpoznali to, że biblioteka cyfrowa w istocie jest "narzędziem społecznym" na miarę "cyfrowych" czasów, a nie wyłącznie miejscem praktykowania własnego rzemiosła. Generuje i tworzy ona rozliczne więzi pomiędzy instytucjami, władzami i konkretnymi osobami, które wcześniej być może nie miały okazji, powodów i potrzeb, by razem współdziałać w tak obszernym zakresie.

Dziękując za mnóstwo pozytywnych wrażeń i emocji, życzę pomyślnego rozwoju BBC oraz wiele sił Danusi Sroce, której pionierskie z ducha i pandemicznie zaraźliwe "I think, I can" okazało się tak skuteczne.
The little engine that could

24 października 2008

Biblioteka cyfrowa jako klaster społecznego zaufania

Polski system bibliotek cyfrowych rozrasta się z wielkim impetem. W systemie są już 24 biblioteki cyfrowe, słychać już doniesienia o następnych. Niebawem spełnią się ironiczne, ale jakże prorocze słowa Henryka Hollendra, że dLibra, oprogramowanie używane do tworzenia systemu BC, niedługo będzie instalowane prawie w każdym przedszkolu. Biorąc pod uwagę to, że "wychowanie" bibliotekarza cyfrowego, jak na dziś niewspierane przez formalną edukację jest trudne, chyba niczego lepszego nie moglibyśmy sobie życzyć, jak przedszkolaków skanujących własne dzieła i przedszkolanki wdrażające maluchy w publikowanie w BC. Ale to na marginesie i w ramach dalszych działań. ;-)

Jakie nowe szanse daje praca nad zasobem biblioteki cyfrowej? O kwestie stricte branżowe nie ma się co martwić (zbieranie, udostępnianie, etc.), bo z tymi bibliotekarze jakoś sobie poradzą. Podobnie kable i komputery będą coraz lepsze, większej przepustowości i mocy. Niebawem digitalizacja przyśpieszy, bo pojawiają się coraz lepsze aparaty cyfrowe, co umożliwi każdemu (przedszkolu?) digitalizację dzieł nawet sporych formatów, bez inwestowania w kosmicznie drogie skanery kolumnowe. Technologia i jej ogólnoświatowy rozwój jest po stronie bibliotek cyfrowych. Ale w sumie to tylko narzędzia - więc o co ten szum?

Tworzenie bibliotek cyfrowych przynosi szereg nowych i emocjonujących momentów, które bez mała zawsze są nacechowane pionierskim duchem. Tradycyjne serwowanie napływającego zasobu, zastępowane jest w BC udostępnieniem aktywnie wyszukanych treści, działanie instytucjonalne, współdziałaniem przełamującym granice między ludźmi i instytucjami.

Komunikowanie treści za pomocą BC, która jako wspólna platforma może pomieścić (i znieść) wiele cyfrowych obiektów nie tylko obrazujących piśmiennictwo, lecz także muzykę, filmy, obiekty 3D - znacznie rozszerza spektrum treści do pozyskania. Tym samym poszerza zakres potencjalnych partnerów w tworzeniu BC, którymi nie muszą być tylko biblioteki, czy inne instytucje pamięci. W poszukiwaniu treści do publikacji w BC jedynym ograniczeniem staje się ... nasza wyobraźnia. Skażenie dolegliwą świadomością rygorów prawa autorskiego, o których zawsze trzeba pamiętać w przypadku zasobu współczesnego, jakoś przysłania wielkie morze treści powstających i pozostających poza głównym obiegiem wydawniczym oraz tych, do autorów których można łatwo dotrzeć i uzyskać zgodę na publikację. Rodzinne albumy i pamiątki, kroniki instytucji, twórczość ambitnych amatorów, wydawnictwa promocyjne (które zawsze rozchodzą się za szybko) i własne ... Wszystko to co znakomicie, na "najniższym poziomie" dokumentuje życie konkretnych ludzi, wsi, miasta regionu i przemija z wiatrem omijając papierowe biblioteki. I jeszcze to, że do zwykłej biblioteki trzeba oddać oryginał - tu biblioteka cyfrowa jest łaskawsza - serwuje wyłącznie jego cyfrową replikę, po czym może on wrócić do właściciela.

Planując taki pokrój zasobu trzeba pokonać jedną obawę - przed "spłaszczeniem" jego wartości - istotnie w takiej bibliotece cyfrowej obok dzieł ważnych i uznanych znajdą się nieprofesjonalne, amatorskie, jednakże "zysk" wydaje się większy. Polega on na ważnym społecznym "osadzeniu" takiej biblioteki, gdyż wielu zostawia tam coś swojego. A biblioteka (nawet opatrzona przymiotnikiem "cyfrowa") nosi w sobie cechę ponadczasowości. Obiecuje dobrą opiekę na zasobami, ich trwałość i wiarygodność i ponadto pokazuje je na całym świecie. Jest też miejscem nobilitującym dla autorów i ich dzieł. Chyba tylko tym da się wytłumaczyć zastanawiające zjawisko przekazywania do biblioteki cyfrowej własnych publikacji przez autorów, którzy mają możliwość i publikują we własnych serwisach internetowych. Inaczej - biblioteka i bibliotekarze to miejsce i ludzie, którym się ufa. Dobrze byłoby tego nie zepsuć.

Otwarcie biblioteki na różnorakie treści włącznie z niszowymi sprawia, że staje się ona (w końcu) prawdziwą komunikacją. Przestaje być "read only", a staje się "read and wirte". No i przyprawia jej bardzo długi ogon wirtualnego i realnego zainteresowania, któremu niegroźne będą wielkie digitalne programy komercyjnych gigantów.