Dominującą formą organizacji wewnętrznej biblioteki industrialnej jest organizacja hierarchiczna. Zapewnia ona niezbędną realizacje celów organizacji, porządkuje wewnętrzny obieg informacji oraz jasno określa obowiązki poszczególnych jej pracowników, wyznaczając im określone role w jej ramach.
U podstaw hierarchicznej organizacji instytucji leży kilka założeń, które determinują jej specyficzny charakter. Zgodnie z nimi:
1. Przyjmuje się domyślnie, że organizacja, jako złożona z wielu jednostek całość, zmierza w naturalny sposób ku rozpadowi. Zapobiega temu jej jasno określony cel działania, ścisła specyfikacja czynności pracowników w ramach ich stanowisk oraz ciągły nadzór przełożonych nad ich działaniami - popierany systemem nagród i kar.
2. Zakłada się, że poszczególne jednostki nie są zdolne do samodzielnego rozpoznania czynności (oraz sposobu ich wykonywania) zmierzających do realizacji celu organizacji. "Mądrość" organizacji hierarchicznej zawarta jest w jej systemie regulacyjnym, na który składają się jawnie wyspecyfikowane reguły działania wewnątrz organizacji i zasady zależności między jej elementami.
3. W przypadku większych instytucji konieczna jest specjalizacja , którą należy wkomponować w całość ich działań.
4. Dominującym sposobem wykonywania pracy w jej ramach jest etat, czyli posada na stanowisku określonym w planie etatów organizacji. Głównym dokumentem regulującym sposób wykonywania pracy jest "zakres czynności, obowiązków i odpowiedzialności", który wyznacza czynności przewidziane do wykonania oraz te, których należy zaniechać.
5. Najbardziej efektywnym i wymaganym sposobem komunikacji jest ten przeprowadzany w kierunku wertykalnym (góra-dół). Wymaga tego ulokowanie ośrodka decyzyjnego u szczytu jej struktury oraz wykonawczy charakter czynności pracowników. W przypadku większych organizacji komunikacja przechodzi przez szereg szczebli pośrednich.
6. Niezbędnym elementem kultury organizacyjnej hierarchii jest dbałość o dyscyplinę - zapobiega ona odśrodkowym tendencjom indywidualnym pracowników, negatywnie motywuje do pracy, w ostateczności zaś eliminuje z organizacji jednostki niezdolne do funkcjonowania w jej ramach.
Struktury hierarchiczne właściwe kulturze przemysłowej sprawnie funkcjonują w środowisku statycznym i przewidywalnym, które oczekuje zestandaryzowanych efektów ich działania. Statyczność celów, za którą idzie odpowiedni sposób ich realizacji, odpowiada cechom struktury hierarchicznej, która usztywniona jest wyżej wspomnianymi trudno modyfikowalnymi specyfikacjami regulaminów i zakresów czynności.
Same struktury hierarchiczne, podatne są niezależnie od ich środowiska działania na szereg "błędów i wypaczeń" w swoim funkcjonowaniu:
1. Ograniczenie decyzyjności do wąskiego grona (jednostki) zarządzających, przy jednoczesnej istotnej dla struktur hierarchicznych reglamentacji uprawnień podwładnych zmniejsza zakres dostępnych przesłanek-podstaw decyzyjnych.
2. Często funkcjonuje w nich nieuprawniony pogląd o tożsamości decyzyjności i kompetencji. Jego efektem jest zarówno przekonanie zarządzających, że prawo do podejmowania decyzji gwarantuje ich sensowność oraz przekonanie podwładnych, że zarządzający winni wykazywać kompetencje w każdym obszarze podległym ich decyzji.
3. Są one wrażliwe na zakłócenia wewnętrznej komunikacji, bowiem jej jednotorowość umożliwia manipulację istotnymi informacjami zarówno przez zarządzających, podwładnych oraz kierownicze pośrednictwo. Taki charakter komunikacji wytwarza szereg powolnych "wąskich gardeł" obiegu informacyjnego i może mieć ogromny wpływ na decyzję w sytuacji, gdy jakiś "pośrednik" ma większy dostęp do zarządzających i wpływ na nich.
4. Wbrew oparciu organizacji hierarchicznej na zasadzie "polecaj i kontroluj" w istocie zarządzający mają ograniczony wpływ na sposób wykonywania czynności przez "dół" organizacji, bowiem dokładana kontrola wszystkich czynności w nawet średniej wielkości organizacji przekracza możliwości czasowe oraz kompetencje zarządzających.
5. Różnorodność umiejętności i motywacji pracowników hierarchicznej organizacji industrialnej sprowadzana jest do zakontraktowanych i motywowanych finansowo czynności wymaganych na danym stanowisku. Ewentualne umiejętności, które posiada pracownik, a które nie są wymagane przez pracodawcę, nie są przezeń wykorzystywane. Z jednej strony ich wykonywanie przez pracownika w trakcie pracy może być uznane za naruszenie dyscypliny, z drugiej, próba ich wymagania od pracownika przez zarządzających jest traktowana jako nadużycie z ich strony.
Biblioteki industrialne zachowują wyżej opisany sposób organizacji wewnętrznej. Jest on konserwowany przez prawną legitymację określającą cel instytucji i sposoby jego realizacji, ponadto sposób angażowania i prawne ramy zatrudnienia (stały etat) znacznie utrudniają ewentualne modyfikacje struktury. Wertykalny kierunek komunikacji preferuje centralistyczny sposób zarządzania instytucją, przy jednoczesnym osłabieniu komunikacji poziomej pomiędzy pracownikami i ich zespołami. Znaczna część energii zarządzania instytucją poświęcana jest na utrzymanie systemu kontroli czynności w ramach instytucji, usuwania ewentualnych konfliktów wśród pracowników oraz wymuszeniu współdziałania pomiędzy ich zespołami (powoływanie szeregu komisji wewnętrznych). Racjonalnym działaniem zarządców instytucji z punktu widzenia jej ekonomiki jest rekrutacja pracowników posiadających predyspozycje obniżające koszty utrzymania struktury w całości i rzetelne wykonywanie czynności przewidziane zakresami obowiązków.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia bibliotek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia bibliotek. Pokaż wszystkie posty
16 czerwca 2007
12 maja 2007
Ekologii bibliotek cz. 4 - o massmedialnym "skrzywieniu" bibliotek industrialnych
W trakcie lektury tekstu prof. J. Wojciechowskiego z niedawnego Biuletynu EBIB zastanowił mnie użyty przezeń termin "darmowe internetowe barachło". Owszem, pisał o ogólnym nieoczytaniu i marnej dokumentacji powstających prac, ale skąd zaraz taki surowy osąd tego co można znaleźć w internecie? Szczególnie zastanawiające jest to "darmowe", bo inspiruje do przemyśleń z dziedziny autoryzacji i uznawania informacji za wartościową. Otóż ciekawe jest założenie, że coś, co jest darmowe - jest nic nie warte. No i znajduje się to w internecie. W sumie dokładnie nie wiadomo czy "barachło" jest godne tego epitetu z powodu "darmowości", czy też "internetowości". Biorąc rzecz negatywnie - prawdopodobnie wartościowe jest to, co nie jest elektroniczne, czyli ulotne, zamieszczone w "informacyjnym śmietniku" internetu, lecz jest solidnie wydrukowane, uprzednio rzetelnie sprawdzone, zrecenzowane i utrwalone na wieczną rzeczy pamiątkę. No i za co trzeba zapłacić, bo wiadomo, że dobre kosztuje. Kiedyś słyszałem także opinię jednej ze wschodzących gwiazd polskiego bibliotekarstwa "Taka Wikipedia to w głowie mi się nie mieści. Dlaczego ludzie to robią?".
Ciekawa jest ta masowa niechęć do tekstu internetowego, nieufność wobec motywów internetowych autorów i producentów i zarazem fetyszyzacja tradycyjnego sposobu wytwarzania treści.
A czyż nie jest tak, że kwestia postrzegania i oceny wartości treści kulturowych w cywilizacji przemysłowej jest silnie związana ze sposobem, w jaki są one wytwarzane? Tradycyjnie autoryzacja i uwiarygadnianie tych treści, uznawanie ich za wartościowe (np. ze względów estetycznych) dokonywane jest bowiem przez wąskie grono specjalistów i znawców przedmiotu, którzy recenzując treści mają zapewnić ich wysoką jakość. Uzyskanie ich aprobaty jest warunkiem zaistnienia w obiegu kulturowym, bowiem pozytywna recenzja otwiera drogę do publikacji (wykonania, nadania) za pomocą środków przekazu.
Model wytwarzania masowych treści kulturowych z udziałem gatekeeper'ów działa dość sprawnie, lecz ma kilka cech, które stają się bardziej wyraźne w kontekście zaistnienia wytworów internetowych społeczności, takich jak wolne oprogramowanie, Wikipedia, tematyczne fora internetowe serwujące wsparcie ich uczestnikom - czyli tego wszystkiego co można nazwać pozarynkową produkcją informacji. (Termin ten używany przez Y. Benklera w jego The Wealth of Networks doskonale charakteryzuje to, co przynoszą prawa nowej sieciowej ekonomii).
W industrialnym modelu kultury:
1. Istotnie jest tak, że o tym co widzi, słucha i czyta wielu - decyduje niewielu (nikły promil w stosunku do odbiorców).
2. Kulturowe treści są propagowane w sposób bardzo stratny, bowiem nie wszystkie z nich uznane są za warte zaistnienia w obiegu, a te odrzucone pozostają w kręgu prywatności lub niewielkich społeczności.
3. Treści są pozyskiwane w sposób bardzo selektywny, bowiem uznaje się, że mogą to robić jedynie przygotowani nieliczni zawodowcy.
4. Wytwarzanie i nadawanie treści uwarunkowane jest utworzeniem "nadajnika" (wydawnictwa, stacji TV) , wymagającego zaangażowania sporego kapitału, propagującego treści jednokierunkowo za pomocą tanich "końcówek" (odbiorniki TV, książki) - co stwarza sytuację dużej asymetrii komunikacyjnej (brak równoprawnej informacyjnej pętli zwrotnej)
5. Wytwarzane i transmitowane masowo treści są łatwe do kontroli i podatne na manipulację za pomocą nacisków politycznych, ekonomicznych, itp. na właścicieli "nadajników".
6. Ponieważ kulturowe treści tworzone są w przewadze ze względów rynkowych, te dla których wzgląd rynkowy jest najważniejszy, muszą brać pod uwagę konieczność wytworzenia potrzeby na dane dobro. Skutkuje to specyficznym równaniem walorów treści do jak najszerszego "wspólnego mianownika", tożsamego z oczekiwaniem nabycia (obejrzenia, przeczytania) przez jak największą liczbę klientów. Treści trudne, ambitne, niezrozumiałe dla szerszego grona nabywców z powodu innowacyjności i nowatorstwa, a także te niesprawdzone wcześniej przez rynek (debiuty) mają dużo mniejszą szansę na zaistnienie w szerszym obiegu - ze względu na duże ryzyko rynkowe producenta.
7. Kultura opiera się na modelu lansowania nielicznych "gwiazd" medialnych, których produkcje można eksploatować z dużo mniejszym ryzykiem rynkowym, niż twórców nieznanych. Wypromowanie "gwiazdy" jest dość kosztowne, co przekłada się na ilość tego rodzaju twórców znanych ogółowi. Niektórzy badacze proces ten nazywają "ikonizacją" kultury. Skutkuje to potocznym przekonaniem, że źródłem treści kulturowych godnych uwagi jest stosunkowo nieliczne grono twórców.
Biblioteki industrialne wyraźnie dziedziczą te cywilizacyjne uwarunkowania w zakresie formowania swojego zasobu, oceny jego treści i sposobu autoryzacji w zakresie własnej "wartości dodanej" (uporządkowanie, opracowanie). Zasób biblioteki industrialnej ograniczony jest do tzw. oferty wydawniczej i nie uwzględnia dużej ilości treści powstałej poza obiegiem rynkowym. Dodatkowo biblioteka nie jest w stanie zgromadzić ani wszystkich, ani interesujących, ani też pożądanych przez czytelników zbiorów - ze względów finansowych i fizycznych (magazyny!). Formuje zatem swój zasób w sposób bardzo stratny i selektywny wyłącznie w oparciu o propozycję wydawnictw (rynkowych). Ekonomiczna gra rynkowa nie pozostaje więc bez znaczenia dla zasobu bibliotek, także pod względem oceny jego wartości przez bibliotekarzy, którzy pragną pozostawać w kręgu "kultury wysokiej".
Ponieważ zasób biblioteki industrialnej jest odzwierciedleniem produkcji wydawniczej, może być on także - co widać szczególnie po pokroju zbiorów pozyskanych w okresie kontrolującego wydawców państwa totalitarnego - silnie zideologizowany. Paradoksalnie jednak okres państwa opiekuńczego (niekiedy nostalgicznie wspominany), które "zawieszało" prawa ekonomii, odwlekając jedynie (jak się okazało) ich działanie, był z punktu widzenia funkcjonowania bibliotek industrialnych okresem "lepszym". Bowiem brak normalnego rynku pozwalał na tanie nabywanie nakładów idących w dziesiątki tysięcy, których treści nie były tak mocno jak obecnie selekcjonowane ekonomicznie - chociaż były one poddane cenzurze.
Ciekawa jest ta masowa niechęć do tekstu internetowego, nieufność wobec motywów internetowych autorów i producentów i zarazem fetyszyzacja tradycyjnego sposobu wytwarzania treści.
A czyż nie jest tak, że kwestia postrzegania i oceny wartości treści kulturowych w cywilizacji przemysłowej jest silnie związana ze sposobem, w jaki są one wytwarzane? Tradycyjnie autoryzacja i uwiarygadnianie tych treści, uznawanie ich za wartościowe (np. ze względów estetycznych) dokonywane jest bowiem przez wąskie grono specjalistów i znawców przedmiotu, którzy recenzując treści mają zapewnić ich wysoką jakość. Uzyskanie ich aprobaty jest warunkiem zaistnienia w obiegu kulturowym, bowiem pozytywna recenzja otwiera drogę do publikacji (wykonania, nadania) za pomocą środków przekazu.
Model wytwarzania masowych treści kulturowych z udziałem gatekeeper'ów działa dość sprawnie, lecz ma kilka cech, które stają się bardziej wyraźne w kontekście zaistnienia wytworów internetowych społeczności, takich jak wolne oprogramowanie, Wikipedia, tematyczne fora internetowe serwujące wsparcie ich uczestnikom - czyli tego wszystkiego co można nazwać pozarynkową produkcją informacji. (Termin ten używany przez Y. Benklera w jego The Wealth of Networks doskonale charakteryzuje to, co przynoszą prawa nowej sieciowej ekonomii).
W industrialnym modelu kultury:
1. Istotnie jest tak, że o tym co widzi, słucha i czyta wielu - decyduje niewielu (nikły promil w stosunku do odbiorców).
2. Kulturowe treści są propagowane w sposób bardzo stratny, bowiem nie wszystkie z nich uznane są za warte zaistnienia w obiegu, a te odrzucone pozostają w kręgu prywatności lub niewielkich społeczności.
3. Treści są pozyskiwane w sposób bardzo selektywny, bowiem uznaje się, że mogą to robić jedynie przygotowani nieliczni zawodowcy.
4. Wytwarzanie i nadawanie treści uwarunkowane jest utworzeniem "nadajnika" (wydawnictwa, stacji TV) , wymagającego zaangażowania sporego kapitału, propagującego treści jednokierunkowo za pomocą tanich "końcówek" (odbiorniki TV, książki) - co stwarza sytuację dużej asymetrii komunikacyjnej (brak równoprawnej informacyjnej pętli zwrotnej)
5. Wytwarzane i transmitowane masowo treści są łatwe do kontroli i podatne na manipulację za pomocą nacisków politycznych, ekonomicznych, itp. na właścicieli "nadajników".
6. Ponieważ kulturowe treści tworzone są w przewadze ze względów rynkowych, te dla których wzgląd rynkowy jest najważniejszy, muszą brać pod uwagę konieczność wytworzenia potrzeby na dane dobro. Skutkuje to specyficznym równaniem walorów treści do jak najszerszego "wspólnego mianownika", tożsamego z oczekiwaniem nabycia (obejrzenia, przeczytania) przez jak największą liczbę klientów. Treści trudne, ambitne, niezrozumiałe dla szerszego grona nabywców z powodu innowacyjności i nowatorstwa, a także te niesprawdzone wcześniej przez rynek (debiuty) mają dużo mniejszą szansę na zaistnienie w szerszym obiegu - ze względu na duże ryzyko rynkowe producenta.
7. Kultura opiera się na modelu lansowania nielicznych "gwiazd" medialnych, których produkcje można eksploatować z dużo mniejszym ryzykiem rynkowym, niż twórców nieznanych. Wypromowanie "gwiazdy" jest dość kosztowne, co przekłada się na ilość tego rodzaju twórców znanych ogółowi. Niektórzy badacze proces ten nazywają "ikonizacją" kultury. Skutkuje to potocznym przekonaniem, że źródłem treści kulturowych godnych uwagi jest stosunkowo nieliczne grono twórców.
Biblioteki industrialne wyraźnie dziedziczą te cywilizacyjne uwarunkowania w zakresie formowania swojego zasobu, oceny jego treści i sposobu autoryzacji w zakresie własnej "wartości dodanej" (uporządkowanie, opracowanie). Zasób biblioteki industrialnej ograniczony jest do tzw. oferty wydawniczej i nie uwzględnia dużej ilości treści powstałej poza obiegiem rynkowym. Dodatkowo biblioteka nie jest w stanie zgromadzić ani wszystkich, ani interesujących, ani też pożądanych przez czytelników zbiorów - ze względów finansowych i fizycznych (magazyny!). Formuje zatem swój zasób w sposób bardzo stratny i selektywny wyłącznie w oparciu o propozycję wydawnictw (rynkowych). Ekonomiczna gra rynkowa nie pozostaje więc bez znaczenia dla zasobu bibliotek, także pod względem oceny jego wartości przez bibliotekarzy, którzy pragną pozostawać w kręgu "kultury wysokiej".
Ponieważ zasób biblioteki industrialnej jest odzwierciedleniem produkcji wydawniczej, może być on także - co widać szczególnie po pokroju zbiorów pozyskanych w okresie kontrolującego wydawców państwa totalitarnego - silnie zideologizowany. Paradoksalnie jednak okres państwa opiekuńczego (niekiedy nostalgicznie wspominany), które "zawieszało" prawa ekonomii, odwlekając jedynie (jak się okazało) ich działanie, był z punktu widzenia funkcjonowania bibliotek industrialnych okresem "lepszym". Bowiem brak normalnego rynku pozwalał na tanie nabywanie nakładów idących w dziesiątki tysięcy, których treści nie były tak mocno jak obecnie selekcjonowane ekonomicznie - chociaż były one poddane cenzurze.
9 maja 2007
Ekologii bibliotek cz. 3 - Biblioteka industrialna - Ekonomika
Dowiązanie kulturowych treści do trwałego nośnika sprawia, że zasób bibliotek industrialnej stanowi zbiór dóbr wyłącznych (konkurencyjnych). Nie może być on w bibliotece udostępniony jednocześnie wielu użytkownikom, a udostępniony jednemu nie jest dostępny dla innych. Ta właściwość zasobu tradycyjnego przekłada się na konieczność stosowania w bibliotekach industrialnych kosztownego mechanizmu rejestracji stanu zasobu lub śledzenia jego położenia w bibliotecznym obiegu, włącznie z koniecznością egzekwowania czytelniczych zaległości. Te bowiem naruszają informacyjną wartość całego zasobu, uniemożliwiając propagację jego treści.
Ponieważ treści tego zasobu związane są zazwyczaj prawami autorskimi, jest on udostępniany na mocy zapisanego ustawowo prawnego "wyjątku". Umożliwia on realizację społecznych zadań biblioteki, tj. zapewnienie obywatelom, bez względu na ich kondycję majątkową, dostępu do kulturowych treści. Istotną funkcją biblioteki staje się więc wytwarzanie i podtrzymywanie obszaru swobodnej wymiany poglądów na tematy ważne dla jej użytkowników. Ściślej rzecz biorąc, ze względu na komunikacyjnie jednokierunkowe udostępnianie treści w industrialnej bibliotece, zapewnia ona nieodpłatny dostęp do wypowiedzi i poglądów innych członków społeczności, co jest jej ważnym wkładem w tworzenie i podtrzymywanie sfery publicznej. Biblioteki tworzą zatem ekonomiczna niszę, stanowiącą niezbędny element systemu państwa obywatelskiego, wyrównując szanse obywateli w dostępie do dóbr kultury.
Niemniej w bibliotece industrialnej wszelkie operacje wykraczające poza ten zakres, w szczególności zaś "uwalniające" tekst od wydawniczego nośnika są obwarowane rygorem prawnym, określającym dozwolony użytek i jego warunki. W przypadku treści kulturowych wytwarzanych w technologiczno-ekonomicznym modelu przemysłowym, kulturowa treść jest w znakomitej większości towarem posiadającym wartość rynkową i jest związana oczekiwaniem zysku. Jeśli zaś motyw miał inny charakter (względy ideowe, religijne, naukowe), wytworzenie treści musi uwzględniać koszty jej wydania.
Faktycznie, najpewniej nie wszyscy wytwórcy kulturowych treści tego zysku oczekują i nie wszyscy wymagają ściśle określonego "pola eksploatacji" dzieła, jednakże zgodnie ze stanem prawnym domniemuje się, że tak jest.
Zasób biblioteczny, do którego prawa wyłączne wygasną, staje sie "wolny" i może być powielany bez ograniczeń różnymi technikami. W istocie stanowi on najbardziej wartościowy komunikacyjnie zasób bibliotek, bowiem może on zostać poddany remediacji (przetworzeniu, które umożliwia jego komunikowanie z pomocą innych środków przekazu) i dowolnie propagowany technikami nieznanymi w czasie jego powstania.
Treści kulturowe wytworzone w modelu przemysłowym, obliczone na zysk ich producentów, związane roszczeniem autorów i wydawców, nie są wdzięcznym przedmiotem działania bibliotek. W kontekście bowiem ich podstawowej cywilizacyjnej misji utrzymywania niezbędnej człowiekowi kulturowej tkanki jego egzystencji, działania bibliotek mają na względzie możliwość:
- jak najszerszej propagacji zasobu zgromadzonych treści,
- dla wszystkich, którzy ich potrzebują,
- w sposób wolny, bez zbędnych ograniczeń organizacyjno- administracyjnych, prawnych, etc.
- metodami adekwatnymi do komunikacyjnych kompetencji i możliwości swoich użytkowników.
Globalny charakter współczesnych systemów komunikacyjnych, konwergencja mediów, kultur i umysłów postuluje, by powyższe możliwości bibliotek także miały charakter globalny.
Treści kulturowe, wytwarzane w modelu produkcji przemysłowej, nie sprzyjają realizacji powyższych sugestii.
Ponieważ treści tego zasobu związane są zazwyczaj prawami autorskimi, jest on udostępniany na mocy zapisanego ustawowo prawnego "wyjątku". Umożliwia on realizację społecznych zadań biblioteki, tj. zapewnienie obywatelom, bez względu na ich kondycję majątkową, dostępu do kulturowych treści. Istotną funkcją biblioteki staje się więc wytwarzanie i podtrzymywanie obszaru swobodnej wymiany poglądów na tematy ważne dla jej użytkowników. Ściślej rzecz biorąc, ze względu na komunikacyjnie jednokierunkowe udostępnianie treści w industrialnej bibliotece, zapewnia ona nieodpłatny dostęp do wypowiedzi i poglądów innych członków społeczności, co jest jej ważnym wkładem w tworzenie i podtrzymywanie sfery publicznej. Biblioteki tworzą zatem ekonomiczna niszę, stanowiącą niezbędny element systemu państwa obywatelskiego, wyrównując szanse obywateli w dostępie do dóbr kultury.
Niemniej w bibliotece industrialnej wszelkie operacje wykraczające poza ten zakres, w szczególności zaś "uwalniające" tekst od wydawniczego nośnika są obwarowane rygorem prawnym, określającym dozwolony użytek i jego warunki. W przypadku treści kulturowych wytwarzanych w technologiczno-ekonomicznym modelu przemysłowym, kulturowa treść jest w znakomitej większości towarem posiadającym wartość rynkową i jest związana oczekiwaniem zysku. Jeśli zaś motyw miał inny charakter (względy ideowe, religijne, naukowe), wytworzenie treści musi uwzględniać koszty jej wydania.
Faktycznie, najpewniej nie wszyscy wytwórcy kulturowych treści tego zysku oczekują i nie wszyscy wymagają ściśle określonego "pola eksploatacji" dzieła, jednakże zgodnie ze stanem prawnym domniemuje się, że tak jest.
Zasób biblioteczny, do którego prawa wyłączne wygasną, staje sie "wolny" i może być powielany bez ograniczeń różnymi technikami. W istocie stanowi on najbardziej wartościowy komunikacyjnie zasób bibliotek, bowiem może on zostać poddany remediacji (przetworzeniu, które umożliwia jego komunikowanie z pomocą innych środków przekazu) i dowolnie propagowany technikami nieznanymi w czasie jego powstania.
Treści kulturowe wytworzone w modelu przemysłowym, obliczone na zysk ich producentów, związane roszczeniem autorów i wydawców, nie są wdzięcznym przedmiotem działania bibliotek. W kontekście bowiem ich podstawowej cywilizacyjnej misji utrzymywania niezbędnej człowiekowi kulturowej tkanki jego egzystencji, działania bibliotek mają na względzie możliwość:
- jak najszerszej propagacji zasobu zgromadzonych treści,
- dla wszystkich, którzy ich potrzebują,
- w sposób wolny, bez zbędnych ograniczeń organizacyjno- administracyjnych, prawnych, etc.
- metodami adekwatnymi do komunikacyjnych kompetencji i możliwości swoich użytkowników.
Globalny charakter współczesnych systemów komunikacyjnych, konwergencja mediów, kultur i umysłów postuluje, by powyższe możliwości bibliotek także miały charakter globalny.
Treści kulturowe, wytwarzane w modelu produkcji przemysłowej, nie sprzyjają realizacji powyższych sugestii.
7 maja 2007
Ekologii bibliotek cz. 2 - Biblioteka industrialna - Technologia
Jeśli przez bibliotekę będziemy rozumieć system komunikacji kulturowej oparty na tekstach, to biblioteki industrialne realizują swoje działania w znakomitej większości wypadków przy pomocy tekstu w formie wytworzonego maszynowo papierowego kodeksu. Taka postać przechowywania i prezentacji tekstu nie jest bynajmniej neutralna dla niego samego, dla kulturowych treści, które niesie - i dla procesującej go instytucji.
Forma ta mianowicie ma przemożny wpływ na to, co może z tekstem zrobić użytkownik, w jaki sposób na jego podstawie może tekst poznawać i wytwarzać nowe treści oraz w jaki sposób musi "obsługiwać" go taki system komunikacyjny jak biblioteka. Cechy maszynowo wytworzonego kodeksu są dobrze widoczne np. w zestawieniu z rękopisem średniowiecznym, który jako egzemplarz zawsze był unikatowy, nawet jeśli zawierał ten sam tekst.
Papierowa książka stanowi zespolenie tekstu i trwałego nośnika. Ma to takie zalety jak ciągła gotowość iłatwość jej użycia oraz stosunkowo wysoka trwałość. Powiązanie tekstu z nośnikiem jednakże utrudnia lub uniemożliwia pewne operacje na tekście - kopiowanie, porównywanie, przeszukiwanie, etc. Operacje te są możliwe po zatrudnieniu użytkownika, który musi dokonywać ich samodzielnie. Utrudniona jest także prezentacja wzajemnych relacji między tekstami, bowiem wynik porównania i powiązania przedstawiony jest również w formie kodeksu posiadającego te same cechy.
Aparat biblioteki industrialnej przystosowany jest do obsługi i przepływu nośników tekstów, co ma odzwierciedlenie w organizacji biblioteki w postaci systemu transportu, magazynowania, udostępniania, które to systemy, ze względu na wykładniczy wzrost zasobów bibliotek są przez nie automatyzowane.
Dodatkowym zadaniem technologicznym biblioteki industrialnej, realizującej kulturową misję zachowania tekstów jest ochrona i konserwacja nośnika w celu zachowania jego integralności. Sposoby zachowania są adekwatne do technologii wytworzenia nośnika.
Technologia i sposób wytwarzania nośnika ma w pływ na sposób dystrybucji jego komunikatu i rzutuje na jego (nikły) komunikacyjny zasięg. Określa ona jednocześnie lokalny komunikacyjny zasięg całej biblioteki.
Ważną cechą papierowego kodeksu jest jego massmedialna charakterystyka komunikacyjna, która sprawia, że biblioteka industrialna jest - z punktu widzenia tejże charakterystyki - jednokierunkowym massmedialnym "przekaźnikiem" tekstów.
Ta cecha jest bardzo istotna dla pokroju kulturowych treści, przekazywanych przez bibliotekę, bowiem są one, w przypadku mediów masowych, formowane w specyficznie uwarunkowany "stratny" i selektywny sposób.
24 kwietnia 2007
Ekologii bibliotek cz. I - Jak zobaczyć różnicę? Biblioteka - hybryda, czyli biblioteka cyfrowo-sieciowa i ... ?
No właśnie w jakim kontekście mówi się o "hybrydyzacji" bibliotek - czyli o ich swoistym rozdwojeniu i przynależności do dwóch sfer? Biblioteka cyfrowa (BC), działająca w dodatku w sieci internetowej - to rzecz dość nietrudna do opisu. Stosowanie cyfrowych technologii, ich skutki, ulubione przez bibliotekarzy, pedagogów i psychologów "zagrożenia!!!" jakie niosą, są w dzisiejszym czasie dość wyraźnie widoczne, bo w wielu miejscach nas uwierają, zaskakują, a tempo przemian które narzucają sprawia, że (przynajmniej ja ;-)) starzejemy się szybciej.
Jednakże zelektronizowana, ucyfrowiona biblioteka to jeden z członów hybrydy - a drugi to ... no właśnie - co? Biblioteka tradycyjna? Analogowa? Klasyczna? Jak to określić?
Proponuję - biblioteka industrialna i zastrzegam, że nie chodzi tu o biblioteki organizowane w zakładach przemysłu ciężkiego, lecz o wszystkie biblioteki funkcjonujące w pewnym etapie cywilizacyjnego rozwoju. Nie idzie także o wąski ekonomiczny aspekt działania bibliotek, choć aspekt ten jest bardzo istotny dla takiej analizy.
Określenie "industrialna" brzmi może dość dziwnie, lecz sądzę, że dobrze oddaje formułę i środowisko działania biblioteki "tradycyjnej".
Biblioteki, jako kulturowe systemy komunikacyjne, w swoich funkcjach, celach i metodach działania są mocno determinowane przez wzorce wytwarzania, dystrybucji i udostępniania treści kulturowych w danym czasie. Wzorce te określają:
- jakimi środkami trzeba dysponować by wytwarzać kulturowe treści, (ekonomia i technologia)
- kto może je wytwarzać, (ekonomia, prawo)
- kto może je dystrybuować i jaki środkami może to robić, (ekonomia, prawo, technologia)
- kto ma prawo je oceniać i komentować, (prawo)
- kto może je udostępniać i na jakich zasadach, (prawo, technologia)
- co można z nimi dalej robić i pod jakimi warunkami (wszystkie sfery).
(Tych wzorców można z pewnością wymienić więcej, zatem podpostowe komentarze są otwarte na uwagi ;-)).
Jak widać z powyższego wypunktowania do takiego namysłu warto zaprosić wielu badaczy różnych specjalności - stąd "współdyscyplinarność", pozwalająca na obserwację przenikania się wielu wątków - w analitycznej matrycy. Sprawę komplikuje to, że nie od rzeczy jest oglądać te zjawiska w historycznej perspektywie, w osi czasu.
Powyższe, wypunktowane kwestie nie są banalne, bo są wyznacznikami fundamentalnych zasad: ludzkiej wolności (także wolności słowa, przedsiębiorczości), autonomii, prawa do własnego rozwoju, etc. Nietrudno (a może jednak trudno?) zauważyć, że kwestie te także żywotnie dotyczą instytucji bibliotek i wszelkie zmiany tych wzorców, powodują na ich terenie natychmiastowe i niemałe zamieszanie.
Widać gołym okiem, że wszystkie te wzorce mogą być realizowane odmiennie w środowisku sieci komputerowych i środowisku "tradycyjnym". Co więcej, widoczne są dziś wyraźne i oczywiste "przesunięcia" w obszarach ich obowiązywania.
Te właśnie przesunięcia decydują o zmianie cywilizacyjnego środowiska działania bibliotek, czyli o zmianach ich tytułowej, instytucjonalnej ekologii. Co więcej - nie jest tak, że cywilizacyjna zmiana środowiska działania bibliotek powoduje zmianę jedynie ich "interfejsu", nie dotykając ich wnętrza, tj. spraw organizacji, kultury korporacyjnej, sposobów zarządzania i instytucjonalnej reakcji na nowe niespodziewane "zaburzenia". Wręcz przeciwnie - zmiana środowiska wymusza głęboką przemianę całej instytucji i jej dostosowanie do nowych warunków działalności.
Na marginesie, moim skromnym zdaniem, w badaniu powyższych kwestii leżą odpowiedzi na ulubione ostatnio pytanie bibliotekarzy: "Czy przetrwamy?". Nie w wąskich, pozbawionych kontekstu i w sposób nieuzasadniony ekstrapolowanych np. analizach ergonomii papierowego kodeksu (choć jest to z pewnością składnik takiej szerokiej analizy), którym towarzyszą zaklęcia, że biblioteka nie zginie bo ... , wsparte branżowym zwieraniem szeregów i pewnymi praktycznymi działaniami, które można określić jako "zawracanie kijem Googla".
Generalnie zasady gry są proste. Organizm, który nie potrafi sie dostosować do zmiany środowiska lub robi to kiepsko - ginie lub marnieje. I tyle.
PS. Czy wiecie, że badanie genotypu kury wykazało, że jej bliskim przodkiem była archaiczna maszyna do zabijania - Tyranozaurus Rex? A więc upłynęło trochę czasu - no i teraz kompletna klapa.
Jednakże zelektronizowana, ucyfrowiona biblioteka to jeden z członów hybrydy - a drugi to ... no właśnie - co? Biblioteka tradycyjna? Analogowa? Klasyczna? Jak to określić?
Proponuję - biblioteka industrialna i zastrzegam, że nie chodzi tu o biblioteki organizowane w zakładach przemysłu ciężkiego, lecz o wszystkie biblioteki funkcjonujące w pewnym etapie cywilizacyjnego rozwoju. Nie idzie także o wąski ekonomiczny aspekt działania bibliotek, choć aspekt ten jest bardzo istotny dla takiej analizy.
Określenie "industrialna" brzmi może dość dziwnie, lecz sądzę, że dobrze oddaje formułę i środowisko działania biblioteki "tradycyjnej".
Biblioteki, jako kulturowe systemy komunikacyjne, w swoich funkcjach, celach i metodach działania są mocno determinowane przez wzorce wytwarzania, dystrybucji i udostępniania treści kulturowych w danym czasie. Wzorce te określają:
- jakimi środkami trzeba dysponować by wytwarzać kulturowe treści, (ekonomia i technologia)
- kto może je wytwarzać, (ekonomia, prawo)
- kto może je dystrybuować i jaki środkami może to robić, (ekonomia, prawo, technologia)
- kto ma prawo je oceniać i komentować, (prawo)
- kto może je udostępniać i na jakich zasadach, (prawo, technologia)
- co można z nimi dalej robić i pod jakimi warunkami (wszystkie sfery).
(Tych wzorców można z pewnością wymienić więcej, zatem podpostowe komentarze są otwarte na uwagi ;-)).
Jak widać z powyższego wypunktowania do takiego namysłu warto zaprosić wielu badaczy różnych specjalności - stąd "współdyscyplinarność", pozwalająca na obserwację przenikania się wielu wątków - w analitycznej matrycy. Sprawę komplikuje to, że nie od rzeczy jest oglądać te zjawiska w historycznej perspektywie, w osi czasu.
Powyższe, wypunktowane kwestie nie są banalne, bo są wyznacznikami fundamentalnych zasad: ludzkiej wolności (także wolności słowa, przedsiębiorczości), autonomii, prawa do własnego rozwoju, etc. Nietrudno (a może jednak trudno?) zauważyć, że kwestie te także żywotnie dotyczą instytucji bibliotek i wszelkie zmiany tych wzorców, powodują na ich terenie natychmiastowe i niemałe zamieszanie.
Widać gołym okiem, że wszystkie te wzorce mogą być realizowane odmiennie w środowisku sieci komputerowych i środowisku "tradycyjnym". Co więcej, widoczne są dziś wyraźne i oczywiste "przesunięcia" w obszarach ich obowiązywania.
Te właśnie przesunięcia decydują o zmianie cywilizacyjnego środowiska działania bibliotek, czyli o zmianach ich tytułowej, instytucjonalnej ekologii. Co więcej - nie jest tak, że cywilizacyjna zmiana środowiska działania bibliotek powoduje zmianę jedynie ich "interfejsu", nie dotykając ich wnętrza, tj. spraw organizacji, kultury korporacyjnej, sposobów zarządzania i instytucjonalnej reakcji na nowe niespodziewane "zaburzenia". Wręcz przeciwnie - zmiana środowiska wymusza głęboką przemianę całej instytucji i jej dostosowanie do nowych warunków działalności.
Na marginesie, moim skromnym zdaniem, w badaniu powyższych kwestii leżą odpowiedzi na ulubione ostatnio pytanie bibliotekarzy: "Czy przetrwamy?". Nie w wąskich, pozbawionych kontekstu i w sposób nieuzasadniony ekstrapolowanych np. analizach ergonomii papierowego kodeksu (choć jest to z pewnością składnik takiej szerokiej analizy), którym towarzyszą zaklęcia, że biblioteka nie zginie bo ... , wsparte branżowym zwieraniem szeregów i pewnymi praktycznymi działaniami, które można określić jako "zawracanie kijem Googla".
Generalnie zasady gry są proste. Organizm, który nie potrafi sie dostosować do zmiany środowiska lub robi to kiepsko - ginie lub marnieje. I tyle.
PS. Czy wiecie, że badanie genotypu kury wykazało, że jej bliskim przodkiem była archaiczna maszyna do zabijania - Tyranozaurus Rex? A więc upłynęło trochę czasu - no i teraz kompletna klapa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)